Stronę odwiedzono do tej pory: 569436 razy środa 16 sierpnia 2017 r. imieniny : Rocha Stefana Joachima 

normalna czcionkanormalna czcionka

FRAGMENT NIEUDANEJ KORESPONDENCJI Z INSTYTUTEM PAMIECI NARODOWEJ

Montréal, 20. 10. 2001

Doc. dr hab. Paweł MACHCEWICZ
Instytut Pamięci Narodowej
Biuro Edukacji Publicznej

WARSZAWA

        

Szanowny Panie Docencie,

         Serdecznie dziękuję za zapoznanie się z moim opracowaniem na temat Powstania Warszawskiego i udzielenie mi odpowiedzi. Zaszło jednak nieporozumienie.
         Zwróciłem się do Pana Docenta jako do osoby prywatnej z prośba o sugestie czy i gdzie taki materiał można by opublikować, gdyż z wywiadu udzielonego w Rzeczpospolitej wywnioskowałem, że ma Pan obiektywny stosunek do sprawy Powstania. Otrzymałem odpowiedz od Pana jako osoby urzędowej, wyrażającą oficjalnie obowiązujący pogląd. Na poparcie przytoczył Pan jak najbardziej subiektywną bo emocjonalną opinię byłych kombatantów i wyraził Pan przekonanie, że o bohaterstwie i poniesionych ofiarach należy nadal mówić – co uprawia się już zresztą od 57 lat.
         Od pól wieku historycy i publicyści pro-moskiewskiej i pro-londyńskiej orientacji karmią nas propagandowa papka o „bohaterskim zrywie ludu stolicy” a kombatanci głoszą „ że dokonali czynu heroicznego, bo zginęło ich 17 tysięcy, 20 tysięcy zostało rannych a po wojnie jeszcze byli prześladowani – wiec czapki przed nimi z głów”, nie wspominając jaką cenę za to szaleństwo zapłacili mieszkańcy miasta i cały Kraj.
         Moje opracowanie „historyka-amatora” wzięło się stąd, że przez te 57 lat nie ukazało się ani jedno OBIEKTYWNE opracowanie historii Powstania – poza obronioną w Londynie pracą doktorską Ciechanowskiego, który zresztą kompromitujące fakty starał się podać w oględnej formie. Historycy zawodowi, tak starego jak i młodego pokolenia nie wykonali swojej misji.
         Ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć – że winowajcą był Stalin „który zdradził Warszawę”. Powszechnie znaną naszą cechą narodową jest doszukiwanie się winy w przyczynach zewnętrznych (teoria spiskowa lub przysłowiowi Żydzi, masoni lub cykliści) Trudno się przyznać do tego, że często sami sobie robiliśmy krzywdę.
Ale utrzymywanie takiego stanu zafałszowania historii, gloryfikowanie sprawców tragedii na równi z rzeczywistymi bohaterami - nie sprzyja EDUKACJI PUBLICZNEJ.
         Chciałbym też zauważyć, że nie zgadzam się z tezą Pana Docenta, że „oni i tylko oni”(tzn. przywódcy Powstania) mieli prawo podjąć decyzje o zbrojnym wystąpieniu, bo byli przedstawicielami legalnej władzy. Nie jest to takie pewne. Byli to ludzie anonimowi, nawet po ujawnieniu się - szerzej nieznani, nie pochodzący z wyboru. A nie zapominajmy, że konstytucyjne przekazanie władzy przez Rząd II Rzeczypospolitej internowany w Rumunii odbyło się przy zdecydowanej ingerencji Francji, która „wyznaczyła” na premiera Sikorskiego, który był dobrze notowany na paryskich salonach od czasu współpracy z Weygandem podczas bitwy warszawskiej w 1920 roku. Ale nawet władza posiadająca niezaprzeczalny mandat społeczeństwa nie ma prawa podejmować katastrofalnych decyzji, a jeśli je podjęła to musi za nie politycznie odpowiadać...
         Pański kolega po fachu, dr Dariusz Stola w tym samym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedział, że „każda decyzja prowadząca do klęski jest z definicji błędna i ktoś musi za nią odpowiadać choćby przed historia”.
         Nie zgadzam się też z tezą Pana Docenta, że Powstanie było ostatnią szansą ułożenia sobie stosunków z Rosją. Ta szansa może była w 1941 roku ale Powstanie było szaleńczą próbą stworzenia faktów dokonanych, a raczej według samych pomysłodawców „krzykiem protestu” i próbą zrobienia „skandalu na cały świat”(a raczej „burzy w szklance wody” według ostrzeżeń Jeziorańskiego). Nie mogła to być próba ułożenia sobie stosunków z Sowietami, jeśli był to czyn, który jak sami mówili - „stworzy Sowietom trudność polityczną” – a więc wrogi im. Co Rosjanie prawidłowo odczytali i zareagowali tak jak można się było spodziewać.
         Z jednej strony pisze Pan, że Warszawa przez 5 lat konspiracji przygotowywała się do walki, a jednocześnie zgadza się z powszechnie uznawanym poglądem, że w przededniu Powstania była do walki nieprzygotowana. A wiec się przygotowywała ale się nie przygotowała. Taka argumentacja przypomina argumentacje ucznia, który dostał dwóje, ale usprawiedliwia się, że się przecież przygotowywał.
         Pisze Pan, że Polacy przez 5 lat przygotowywali się do walki o wyzwolenie i nie można było im w końcu powiedzieć „rozchodzimy się do domu”. Tak właśnie należało powiedzieć. Sytuacja bowiem diametralnie się zmieniła: jeszcze w 1943 roku łudzono się, ze alianci otworzą drugi front na Bałkanach i stad przyjdzie wyzwolenie. Nikt nie przewidział, że Rosja wyrośnie na taka potęgę wojskowa, że Anglosasi nie mogli jej stawiać żadnych warunków. Trudno też uznać za słuszny panujący pogląd, że Powstanie było nieuniknione, bo „Warszawa była beczką prochu”. Od tego było dowództwo aby zapanować nad sytuacją. Żołnierze AK okazali się bardzo zdyscyplinowani. Rozkaz o kapitulacji w dniu 2 października wykonano karnie, choć były problemy z przełamaniem oporów psychicznych niektórych oddziałów – szczególnie obrońców Poczty Dworcowej.
         Pozostaje faktem bezspornym, że Powstanie było przejawem niesłychanego bohaterstwa żołnierzy i ludności cywilnej i niestety też KOMPROMITACJĄ POLSKIEJ MYŚLI POLITYCZNEJ I WOJSKOWEJ. Ta drugą stronę medalu systematycznie się przemilcza również w środowisku naukowym historyków, powołanym do świadczenia prawdy. Nadal „dyspozycyjność” czy unikanie dyskomfortu psychicznego?



Z poważaniem        

Jan Sidorowicz        





powrót do strony tytułowejpowrót do strony tytułowej