Stronę odwiedzono do tej pory: 557000 razy wtorek 23 maja 2017 r. imieniny : Iwony Dezyderego Kryspina 

normalna czcionkanormalna czcionka



Jan Kurdwanowski, kpr. Krok, Batalion Chrobry I

Dekonspiracja warszawskich oddziałów AK przed Powstaniem


        W momencie, gdy armia sowiecka zbliżała sie do Warszawy, w Komendzie Głównej AK zabrakło dwóch generałów. Generał Stanisław Tatar, zwolennik nawiązania kontaktu z Armią Czerwona, zwłaszcza na wypadek powstania, został odesłany do Londynu wiosną 1944, a gen Albin Skroczyński ("Łaszcz"), dowódca okręgu warszawskiego AK, przeciwnik wywołania powstania w Warszawie, został zdjęty z dowodzenia 25 lipca 1944. Tak więc gen Bór pozbył się sie dwóch generałów Komendy Głównej AK reprezentujących ostrożność i zdrowy rozsądek.
         Nadrzędnym celem Powstania, nie była walka z Niemcami, którzy już wojnę przegrywali, lecz umożliwienie objęcia władzy w Stolicy przez agendy legalnego Rządu RP na uchodźstwie. Aby to osiągnąć, należało stoczyć walkę z garnizonem niemieckim i oswobodzić miasto, aby przywitać Rosjan z pozycji gospodarza i udaremnić zainstalowanie w Stolicy rządu z nadania Stalina.
         Ten polityczny cel Powstania, był niejako ukryty, bo rozkaz Bora-Komorowskiego z 31 lipca wzywał żołnierzy AK do walki z Niemcami, a de facto tym rozkazem Bór wszedł w otwarty konflikt z Rosją. Ponadto rozkaz ten był wymuszony przez nieprzewidziane okoliczności i był niezgodny z założonym planem.
         W Komendzie Głównej pierwotnie zakładano, że do rozpoczęcia powstania musiały powstać odpowiednie warunki militarne, a mianowicie gdy:
1) zarysuje się sowiecki ruch oskrzydlający Warszawę od południa
2) wojska sowieckie zdezorganizują obronę niemiecką na przyczółku warszawskim, zajmą prawy brzeg Wisły i osiągną mosty.
3) sowiecka artyleria położy ogień na lewobrzeżnej Warszawie, jako dowód intencji kontynuowania ofensywy i wkroczenia do miasta armii sowieckiej w ciągu około 7 dni. I właśnie nawet na te dni walki z Niemcami AK w Warszawie miała niewystarczającą ilość broni i amunicji.

         Największym nasileniem niemieckiej paniki w Warszawie były dni 22-24 lipca. Ale niemiecka administracja i policja zaczęły wracać 26 lipca, a następnego dnia stwierdzono w rejonie Warszawy obecność nowoprzybyłych oddziałów dywizji spadochronowo-pancernej Herman Goering oraz pancernej dywizji SS Wiking. Wskazywało to, że Warszawa będzie broniona, a nie opuszczona jak sądzono w dniach niemieckiej paniki.
         W swych pamiętnikach, "Armia Podziemna" ( Veritas, Londyn, wyd.3, str. 212) gen Bór wspomina o proklamacji gubernatora Fischera z dnia 27 lipca 1944, aby następnego dnia 100 tysięcy mężczyzn zgłosiło się do prac fortyfikacyjnych. Natomiast w ogóle nie wspomina o tym, że płk Chruściel ("Monter") tego samego dnia około godziny 19 (godzina policyjna była o 20) samowolnie, bez pozwolenia swego dowódcy gen Bora, i bez porozumienia z Komendą Główna AK wydał rozkaz mobilizacji zakonspirowanych żołnierzy AK w Warszawie, co według ustalonego regulaminu wojskowego oznaczało powstanie. W ślad za tym rozkazem płk Chruściela, 28 lipca tysiące młodych ludzi albo nie zgłosiło się do pracy, albo wyszło z niej przedwcześnie, aby stawić się na punkty zborne. Tak więc Okręg Warszawski przeprowadził mobilizacje i stanął w gotowości do walki, ze znikomym zresztą uzbrojeniem, chociaż godzina W, czyli godzina rozpoczęcia walki nie była w rozkazie płk Chruściela ustalona.
         Po południu 28 lipca, gen Bór, odwołał rozkaz mobilizacji wydany dzień przedtem przez płk Montera, a żołnierze AK rozeszli się sie do domów następnego dnia. Miało to poważne konsekwencje, bo mobilizacja z dnia 28 lipca stanowiła masową dekonspirację warszawskich oddziałów AK. Koncentracja żołnierzy AK w tajnych lokalach oraz ich brak w pracy, bądź przedwczesne jej opuszczenie, nie mogło być niezauważone przez kierownictwo zakładów i innych pracowników, a także przez Niemców i ich agentów.
         W okupowanej Warszawie wszystkie większe zakłady pracy, jak na przykład służby miejskie, elektrownia, gazownia, wodociągi, tramwaje, węzeł kolejowy, większe zakłady remontowe, przetwórcze czy magazyny miały niemieckie kierownictwo lub niemieckich komisarzy. W innych zakładach pracy Niemcy mogli mieć swoich konfidentów. Tak więc identyfikacja tych, którzy nie stawili się do pracy 28 lipca lub opuścili ją przedwcześnie była dla Niemców łatwą sprawą. Można przyjąć, że dekonspiracja podziemnej armii w Warszawie dokonana przez "Montera" mogła być jednym z powodów, może nawet najważniejszym do wydania 31 lipca po południu rozkazu do rozpoczęcia powstania. Bór nie odwołał tego rozkazu, co było możliwe, pomimo protestu szefa wywiadu AK płk Kazimierza Iranka-Osmeckiego, który przyniósł informacje wskazujące, że powstanie w dniu 1sierpnia jest nieuzasadnione. Według świadków, w odpowiedzi na informacje przyniesione przez Iranka-Osmeckiego, Bór był załamany i powtarzał tylko: "nic się już nie da zrobić". Zapewne też zdawał sobie sprawę, że jeśli on by tego rozkazu nie wydał, to mógł to za niego zrobić ktoś inny z Komendy Głównej AK.

         W obliczu masowej dekonspiracji żołnierzy AK w Warszawie, grożącej im aresztowaniem, gen Bór miał do wyboru:

1) Mógł czekać aż sytuacja pod względem politycznym i militarnym na pobliskim wschodnim froncie stanie się korzystna dla rozpoczęcia walki o Warszawę. Ale czekanie dawało Niemcom wystarczający czas by zidentyfikować i aresztować większość żołnierzy armii podziemnej AK; także zidentyfikować lokale i miejsca gdzie się gromadzili. Oznaczało to aresztowanie tysięcy żołnierzy AK jak również osób cywilnych, które użyczały lokali, a nawet pozostałych mieszkańców tych domów.

2) Mógł ubiec Niemców nim zaczną się aresztowania, wydając rozkaz, aby potencjalnie zdekonspirowani, tzn. ogromna większość żołnierzy AK opuściła Warszawę i dołączyła do oddziałów leśnych, lepiej uzbrojonych niż warszawskie AK i włączyła się do akcji "Burza", ale poza stolicą. Oznaczało to porzucenie planu walki w Warszawie w celu osiągnięcia głównego celu powstania, jakim było zainstalowanie w stolicy agend legalnego Rządu RP z Londynu. Ponadto narażało na utratę autorytetu, a nawet kompromitację Komendy Głównej w oczach żołnierzy AK.

3) Mógł ubiec Niemców, wydając rozkaz rozpoczęcia powstania nim zaczną się aresztowania. Wiązało się to z ryzykiem podjęcia walki w nieodpowiednim jeszcze momencie pod względem politycznym i militarnym, co przy braku uzbrojenia i odmowie udzielenia pomocy przez aliantów, oraz braku praw kombatanckich, mogło zakończyć się tylko klęską, tragiczną w skutkach dla żołnierzy AK i mieszkańców miasta.

         Jak wiemy, Bór-Komorowski, także naciskany przez Okulickiego i Pełczyńskiego wybrał wariant trzeci, najbardziej ryzykowny i brzemienny w skutkach dla ludności cywilnej stolicy.


powrót do strony tytułowejpowrót do strony tytułowej