Stronę odwiedzono do tej pory: 573777 razy sobota 23 września 2017 r. imieniny : Tekli Bogusława Linusa 

duża czcionkaduża czcionka



Prof. dr. Andrzej Targowski
Western Michigan University
targowski@wmich.edu


Dialog Pokolenia Pomostu z Pokoleniami Ojców i Kolumbów,
czyli refleksje o Powstaniu Warszawskim 1944"

Dialogue and Universalism, UW Universalism Vol.XIV, No. 5-6/2004, s.217
(Polish Academy of Sciences)



Abstrakt

Refleksje nawołują do dialogu Pokolenia Pomostu (autora) z Pokoleniami Ojców i Kolumbów w sprawie logiki wybuchu Powstania Warszawskiego w 1944 r. Temat ten jest tematem tabu w polskiej historii, bowiem póki żyją uczestnicy Powstania, będą bronić słuszności jego wybuchu, niezależnie od stopnia racjonalności dyskusji. Sytuacja wskazuje, że Polacy ani Europejczycy nie mieli wówczas szans. Powstanie uznaje się za największą tragedię w 1000-letniej historii Polski. Autor sądy swe opiera na własnym doświadczeniu dziecka w tym Powstaniu i niejako w imieniu jego ofiar dyskutuje ze zwolennikami Powstania. Na końcu podane są przykłady jak należy odfałszować historię kraju, aby w przyszłości można było podejmować mądre decyzje polityczno-wojskowe. Opracowanie ma uniwersalny charakter, bowiem polskie doświadczenie można zastosować w innych krajach o podobnie skomplikowanej historii, w której subiektywizm panuje nad obiektywizmem, głupota nad mądrością a tragedia nad szczęściem.


Wprowadzenie


        Smutna 60-ta rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego w 1944 r. wprost zaprasza do nawiązania dialogu prawdy o tym Powstaniu, między Pokoleniem Pomostu, czyli moim a Pokoleniami Ojców i Kolumbów. Pokolenie Ojców (urodzone na przełomie XIX i XX w.) wywołało to Powstanie a Pokolenie Kolumbów (urodzone w latach 1920-tych) walczyło w nim i poniosło olbrzymie straty. Ze zrozumiałych względów Pokolenia te bronią swoich racji, co do słuszności Powstania. Ja będąc „dzieckiem wojny” należę do Pokolenia Pomostu (a może nawet do Pokolenia Straconego?) między poprzednimi pokoleniami a Pokoleniem Lepszej Przyszłości (po raz pierwszy od 350 lat), które tworzy III RP po 1989 r. Jako ofiara II Wojny Światowej i Powstania i w imieniu niejako wszystkich anonimowych ofiar tego dramatu - chciałbym przedstawić przeciwną opinię, iż Powstanie to było niepotrzebne. Na 50 lecie Powstania sprowokowałem podobną dyskusję w prasie polonijnej w USA. Powiedziano mi wówczas, że dopóki żyją uczestniczy tych wydarzeń, dyskusja na ten temat jest niemożliwa. No cóż, obecna rocznica nasuwa myśl, że jest to być może ostatnia szansa, aby nawiązać dialog z żyjącymi jeszcze uczestnikami Powstania, aby powiedzieć im, że może się mylą?
        Celem tego dialogu powinno być ustalenie prawdy i zasad na przyszłość jak w podobnych sytuacjach postępować. Nie chodzi tu o potępianie nikogo, zwłaszcza, że ci co brali w Powstaniu udział byli bohaterami, naszymi symbolami poświęcenia dla Ojczyzny. Jako dydaktyk i badacz uniwersytecki zainteresowany jestem w uczeniu prawdy studentów a nie manipulowaniu młodymi umysłami. Niech tego przykładem będzie utworzona Komisja Kongresu USA do sprawy Zbadania Ataku Terrorystycznego na St. fZjednoczone w dniu 11 września 2001 r. Komisja ma ustalić nie kto był winny a co należy poprawić w polityce i strukturze rządzenia, aby nie dopuścić do podobnych aktów terroryzmu w przyszłości. Zacznijmy robić to samo w odniesieniu do polskich powstań i wojen oraz kryzysów. Zacznijmy myśleć uniwersalnie a nie zaściankowo.
        Ustalenie prawdy w tej sprawie było trudne, ponieważ tak w PRL jak i na Emigracji obowiązywała cenzura albo samo-cenzura. Emigranci nie chcieli pisać negatywnie o sprawach Powstania, aby nie dawać wody na młyn władzom PRL, a ci nie chcieli popularyzować Powstania, które było wymierzone przeciw komunistom nadchodzącym z ZSRR.
        Sprawa Powstania sprzed 60 lat ma aktualny wymiar, bowiem jakość polityki w III RP jest bardzo niska. Polska bowiem praktycznie ma trudności w samorządzeniu. Spowodowane jest to m.in. olbrzymim upływem krwi narodu polskiego w niepotrzebnych powstaniach, w których ginęli najlepsi. Dziś ich i ich potomków brakuje w Polsce.

Tablica 1 ilustruje syndrom polskich powstań.
POWSTANIESZANSAPOWÓD KLĘSKISKUTKI
Kościuszkowskie 1774MałaNiesprzyjające okoliczności i przewaga RosjanFormalna utrata niepodległości w 1795
Listopadowe 1830ŻadnaPruski korpus Augusta von Gneisenau (145,000) był gotowy do walki z Polakami w razie ich zwycięstwaNiewiara przywódców w słuszność PowstaniaZaostrzenie przez Rosję kontroli oraz wzmożenie antyrosyjskich nastrojów wśród Polaków
Krakowskie 1846ŻadnaSojusz trzech zaborców wobec 600 powstańców
Styczniowe 1863ŻadnaBrak poparcia ze strony Mocarstw Zachodnich i miażdżąca przewaga RosjiRusyfikacja „kraju nadwiślańskiego” oraz nasilenie antyrosyjskich nastrojów wśród Polaków
Warszawskie 1944ŻadnaZła ocena polityczna i wojskowa oraz unik w podjęciu decyzji przez dowódcę AK – gen. K. SosnkowskiegoZmiażdżenie stolicy i jej mieszkańców oraz ułatwienie komunistom sprawowania władzy w następnych 45 latach


         Można oszacować, że w polskich powstaniach zginęło ok. 0,6 milion osób a 2-3 miliona ludzi wyemigrowało z Polski. Dziś w świecie, czyli poza Polską żyje 15 milionów potomków emigrantów, a w Polsce żyje 38 milionów osób, razem naród polski liczy 53 miliony ludzi, z czego 28 proc. żyje i działa dla dobra innych narodów. Dowodem tego jest fakt, że na 100 najwybitniejszych polskich inżynierów, 51 pracowało poza granicami Polski, w tym twórcy pojazdu Apollo (W. Bekker) i Internetu (P. Baran), żeby wspomnieć o projektach najlepiej znanych współcześnie żyjącym. W tym bilansie polskich strat trzeba wliczyć straty powstałe w obu wojnach światowych w XX w., które szacuję na 8-10 milionów osób.
         Nadrobienie tak olbrzymich strat w ciągu kilku pokoleń, w praktyce okazało się niemożliwe i nie może fakt ten nie być brany pod uwagę, gdy będzie podejmować się decyzje o kolejnych powstaniach. Oczywiście, że robi się „dobrą minę do złej gry,” kiedy twierdzi się, że syndrom polskich powstań przyczynił się do stworzenia mocnego patriotyzmu, który z kolei przyczynił się do uzyskania niepodległości Polski w 1918 r i bezkrwawego upadku dyktatury PRL w 1989 r. Warto przypomnieć, że w 1918 r. kilkanaście państw uzyskało niepodległość, bowiem amerykańskiemu prezydentowi W. Wilsonowi chodziło o utworzenie „pasa sanitarnego” wokół ZSRR, czyli Polska tak czy inaczej otrzymałaby niepodległość. W 1989 r. PRL upadła, bowiem jej władze straciły poparcie Moskwy w osobie M. Gorbaczowa, aczkolwiek w łonie PZPR zwyciężyła opcja unikająca siłowej rozprawy z Solidarnością.
         Warto przypomnieć, że historia pisana na Zachodzie ocenia rozbiory Polskie w XVIII w. jako sukces pokojowego rozwiązania kryzysu państwa, które nie umiało się rządzić. My Polacy winą za Rozbiory obarczamy nie siebie tylko sąsiadów, zapominając, że w XVI w. Polska była największym państwem w Europie, a jej sąsiedzi prawie, że nie liczyli się. Dopiero na przykładzie polskiego chaosu (liberum veto i elekcja obcokrajowców na królów), państwa sąsiednie wprowadziły monarchie absolutne, aby nie powtarzać polskich błędów. Potem wprowadziły „porządek” w Polsce.
         Po tym wstępie definiującym problem polskich powstań i polskiej historii, postawmy tezę, że


Sukces narodu i jego państwa w dużej mierze zależy od stopnia jego obiektywnej historii, która powinna uwzględniać nie tylko jej kontekst wewnętrzno-patriotyczny („Ku pokrzepieniu serce”) ale i międzynarodowy. W historii narodu i państwa należy rozdzielić fakty od manipulacji, kiedy każdą porażkę uznaje się za „sukces,” bowiem nie chce się obrazić uczestników tej porażki, a jej obiektywną ocenę przesuwa się w nieskończoność. Miarą sukcesu czy porażki rozwiązań kryzysowych powinno być kryterium minimalizowania strat tak ludzkich jak i materialnych.


        Hipoteza ta zapewne jest słuszna nie tylko w odniesieniu do Polski, ale także ma charakter uniwersalny w odniesieniu do kilku innych narodów w świecie, które niepotrzebnie szafują krwią (swoich synów i córek) i nie szukają rozwiązań w dialogu i mądrości, czyli w uniwersalizmie, wybierając ślepy fundamentalizm i jego strategię „wszystko albo nic.”
        Przejdźmy teraz do metody udowodnienia postawionej hipotezy. Można zapytać, z jakich to pozycji niniejszy autor zabiera tak ostry głos w tak ważnej debacie? Skorzystam tu z tezy postmodernizmu, według której dla oceny zjawisk sama nauka nie jest wystarczającym dowodem, że osobiste doświadczenie jest także dowodem, zwłaszcza w procesach społecznych. Jak dotąd oceny powstań, zwłaszcza Powstania Warszawskiego, są przedstawiane przez ich dowódców, albo ich bliskich pomocników i uczestników, którzy są niewolnikami doktryny a nie zwolennikami rachunku strat i zysków. Niniejsza wypowiedź ma charakter dialogu ofiary z decydentami i uczestnikami. W tym przypadku najpierw posłużę się opisem mojego doświadczenia a potem przejdę do suchej analizy, napisanej ręką inżyniera z 27 letnim dorobkiem życia na pragmatycznym Zachodzie, czyli człowieka raczej chodzącego po ziemi i dobrze życzącego swoim ziomkom i potomkom (5).

Migawki z Powstania 1944

         W dniu 1 sierpnia 1944 r. jako siedmiolatek poszedłem z nianią swoją Gienią Stępień po kwiaty do ogrodnika przy ul. Malczewskiego na Mokotowie. Wracając zauważyliśmy w parku Dreszera grupki młodych ludzi w butach z cholewami (oficerkach) i oczywiście z rękami w kieszeniach. Podczas okupacji niemieckiej takich butów nie wolno było nosić, ani też trzymać rąk w kieszeniach. Wówczas owe „buty” były symbolem wolności, o której mówiono wiele w moim domu. Jeszcze tego samego dnia położyłem kwiaty na grobie nieznanego żołnierza, który zginął jako jeden z pierwszych na rogu ul. Kazimierzowskiej i Madalińskiego, tuż po godzinie 17. Co za nieodpowiedzialna godzina rozpoczęcia Powstania! Nasi powstańcy, bardzo słabo uzbrojeni, musieli atakować bunkry niemieckie w biały dzień.
         Dom nasz znajdował się vis a vis niemieckiego bunkra, za którym był duży plac, a za nim, przy rogu ul. Narbutta i ul. Kazimierzowskiej znajdowały się niemieckie koszary-szkoła Wehrmachtu. Na południe od naszego domu znajdował się teren we władaniu powstańczego zgrupowania „Baszta.” Z uwagi na graniczne położenie, dom przechodził z rąk do rąk. Raz byli w nim powstańcy (nawet szpitalik), a raz Niemcy, którzy jednak bali się schodzić do piwnicy. W końcu Niemcy zdecydowali się zlikwidować narożny dom wokół swego bunkra. Pewnego dnia pod nasz dom podjechał czołg z Ukraińcami a może Rosjanami w niemieckich mundurach.
         Moja niania ś.p. Gienia Stępień chwyciła mnie za rękę i dziurą między domami (większość warszawskich podwórek i domów miała takie połączenia wówczas), przeszliśmy do sąsiedniego domu przy ul. Madalińskiego. Za nami pobiegła moja Mama Halina. Było nas dwadzieścia parę osób stłoczonych w wąskim korytarzu klatki schodowej na parterze domu. Żołnierze niemieccy podjechali czołgiem i do tego domu i od razu otworzyli do nas seryjny ogień z ręcznych automatów. Padliśmy plackiem, mnie przykryła swoim ciałem Gienia. Mama stała w pierwszym szeregu, została przeszyta salwą z ręcznego karabinu maszynowego. Miała przestrzelone ręce, szyję i odłamek w mięśniu serca, w sumie 14 ran. Straciła przytomność. Słyszałem jak żołnierze rozmawiali między sobą po rosyjsku a może po ukraińsku.
         Wtedy jakiś mężczyzna z tłumu krzyknął „tu są Rosjanie.” Przerwano strzelanie czyli egzekucję-dobijanie leżących i ruszających się jeszcze ludzi. Padł rozkaz „Ruski ludi wyhaditi.” Mama ocknęła się z zemdlenia – potem mówiła, że ukazała się Jej Matka Boska. Z przestrzelonymi rękami wyciągnęła mnie spod ciała Gieni. Wyszliśmy dwoje, wyszły jeszcze dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Stanęliśmy pod ścianą w przejeździe prowadzącym pod budynkiem z ulicy na podwórko. Dwóch mężczyzn stanęło przy mnie po mojej prawej stronie, po lewej Mama osunęła się na ziemię, dalej stanęły dwie kobiety. Ukrainiec, a może Rosjanin, wyciągnął jednego mężczyznę i ustawił w prześwicie bramy, po czym rozstrzelał go. Jeszcze widzę biały dymek jak ulotnił się po strzale i uleciał w górę tego bardzo słonecznego dnia. Drugiego mężczyznę tuż stojącego przy mnie ten sam Ukrainiec/Rosjanin zabił z bliskiej odległości z pistoletu, poczym wskazał pistoletem na mnie a potem na teczkę, którą trzymałem w ręku, nie zgubiwszy jej o dziwo w całym zajściu. Były w niej rodzinne dokumenty i wartościowe rzeczy. Otworzył ją i uśmiechnął się, widocznie zadowolony. Następnie wskazał na Mamę, która rzekła łamanym ukraińskim (pochodziła z Podola) „mam dziecko.” Na co rzekł żołnierz: „wam z szyji kriow ljotsa,” rzucając jej kawałek szmaty na zatamowanie krwi. Ze szmaty, bojąc się zakażenia, Mama nie skorzystała. Żołnierze podpalili dom a w nim zabitych i rannych a nam polecili zanieść Mamę na punkt opatrunkowy PCK.
         Pomagałem nieść Mamę, podtrzymując jej głowę. Zgubiłem sandałki, przedzieraliśmy się przez gruzy i tlące belki domu wiodącego do Sióstr Niepokalanek. Sparzyłem się i zapłakałem a wtedy Mama otworzyła oczy. Na ul. Madalińskiego siedziały tłumy mieszkańców z tobołkami, szykujących się do wymarszu z miasta, któryś z mężczyzn podskoczył do nas i pomógł nieść Mamę.
         Ukraińcy i Rosjanie z rozkoszą mordowali i rabowali Warszawiaków1 . Nawet Niemcy okazywali im pogardę: z rozkazu dowódcy wojsk niemieckich gen. Ericha von dem Bacha-Zelewskiego dowódca wojsk rosyjsko-ukrańskich RONA (Russkaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armija) gen. SS Mieczysław Kamieński został rozstrzelany. Z naszego (tj. Mamy i mojego) punktu widzenia było to niestety po niewczasie. Co za zbieg okoliczności, obaj oprawcy nosili nazwisko na „ski,” a Bach-Zelewski znał nawet język polski, będąc ponoć spowinowaconym z gen. T. Borem-Komorowskim, dowódcą Powstania, o czym ponoć rozmawiali w salonce po podpisaniu kapitulacji.
         Punkt opatrunkowy znajdował się w klasztorze Sióstr Niepokalanek. Był to szczęśliwy zbieg okoliczności. Siostry znały nas bardzo dobrze, mnie z przedszkola (pod świetną opieką S. Jozefaty), natomiast Mamę stąd, że pochodzi z rodziny założycielki Zgromadzenia Sióstr Matki Marceliny Darowskiej (beatyfikowanej w 1996 r.). Mamą od razu zaopiekowano się bardzo troskliwie. Mama nie dawała znaków życia. Siostra Maria Wanda (z d. Garczyńska) błyskawicznie poznała się na ciężkich ranach i poleciła odnieść Mamę wraz ze mną (lekko rannym w nogę) do szpitala przy ul. Chocimskiej. Było to bardzo trudne zadanie, gdyż wokół domu Sióstr byli wszędzie Niemcy. Gdyby nie natychmiastowa pomoc siostry Wandy, Mama pewno by nie przeżyła. Mama była łączniczka w Armii Krajowej (AK), miała dwa pseudonimy, pierwszy od herbu, Juńczyk, drugi od starannie zadbanych rak, Paznokciowa. Dzięki wspólnej działalności w konspiracji Mama znała się z Siostrą Wandą, jak również z kapelanem Sióstr, księdzem Tomaszem Rostworowskim.
         W szpitalu siedziałem, albo przy łóżku Mamy, albo w pokoju lekarskim, gdzie czytałem książkę o Rzymskich Legionach. Strasznie mnie dziwiło, że tacy dorośli ludzie chodzili w sandałach i spódniczkach. Nikt nie miał czasu, aby to mi wyjaśnić. A ja zagłębiałem się w ten mój dziecięcy świat, jakże daleki od tego, co działo się w najbliższym otoczeniu. Siostry Niepokalanki jakby wiedzione złym przeczuciem, zdołały kogoś przysłać po mnie do szpitala. Wkrótce Niemcy ewakuowali szpital, a niedołężnych i pozostałych dobili. Mama ostatnią ciężarówką, z rękami na „lotnikach” i stojąc na błotnikach wyjechała na Okęcie, zachodnie przedmieście stolicy.
         Powróciwszy do Sióstr, wraz z nimi, pod opieką siostry Bernardy, (obecnie żyjącej w Szymanowie) na rozkaz Niemców, którzy oznajmili Siostrom, że dom ich ma być spalony, przeszliśmy z ul. Kazimierzowskiej do sierocińca przy ul. Rakowieckiej (k/dzisiejszej ambasady holenderskiej). Tu cały czas leżeliśmy na podłodze, by nie zauważono nas przez okno. Obok, na podwórzu późniejszej szkoły im. T. Reytana (obecnie urzędu Gminy) rozstrzeliwano Polaków. W szkole tej raptem 10 lat po wojnie zdałem maturę w 1954 r. Jednak nikomu nie wspomniałem, co widziałem na podwórku szkoły. Po wojnie wszyscy mieli podobne lub zbliżone wspomnienia spotkań ze śmiercią. (Nawiasem mówiąc zostałem przeniesiony do „Reytana”, po szczęśliwym uniknięciu „wilczego biletu” po wyrzuceniu z gimnazjum W. Górskiego przy ul. Smolnej, kiedy po śmierci Stalina w 1953 r., strzelałem z kolegami z wiatrówki do portretów dostojników, wiszących w klasie).
         Dzięki staraniom p. Wierzbickiego i sutej łapówce wręczonej przez Siostrę niemieckiego pochodzenia w sztabie Wehrmachtu przy ul. Rakowieckiej (gdzie obecnie mieści sztab WP) wyjechaliśmy podstawioną ciężarówką, z Niemcem w szoferce, do Szymanowa, gdzie mieści się główna siedziba Sióstr. Jechaliśmy wymarłymi ulicami Warszawy a złowroga cisza kłuła nasze uszy. Na torach ul. Rakowieckiej róg al. Niepodległości, naprzeciw dzisiejszej Głównej Szkoły Handlowej, leżał tramwaj i zwisały zapętlone druty tramwajowe.
         Po przyjeździe do Szymanowa wydawało się, że będzie spokojniej. Siostry przygarnęły kilkaset rodzin. Miałem znów kolegów-rówieśników, w tym Komorowskich, z rodziny Bronisława Komorowskiego, ministra Obrony Narodowej III RP. Ale nastrój odprężenia przerwały chwile trwogi, bowiem najpierw rozgorzała na terenach Sióstr bitwa partyzantów a potem Rosjan z Niemcami.
         Jak pisze w swoim pamiętniku Siostra Maria Ena „Życie okupacyjne, na zewnątrz prymitywne, proste, odarte z blasku, było pełne, głębokie, dlatego zostawiło niezatarte ślady w psychice ludzkiej. Z jednej strony szalał terror, pleniła się złość, zawiść, nienawiść, z drugiej, ludzie świadczyli sobie tyle wzajemnej miłości, że nie wiadomo co było silniejsze. Chyba jednak miłość, bo zwyciężyło dobro.” W obawie, że po wkroczeniu Rosjan, Kościół będzie prześladowany, Siostry urządziły dla mnie bardzo uroczystą pierwszą komunię w Szymanowie, dokąd wkrótce dotarła Mama. Ojciec mój śp. Stanisław T., w marcu 1945 r. po torturowaniu, został w publicznej egzekucji powieszony (dobity stołkiem przez „litościwego” Niemca) za sabotowanie produkcji rakiet V2 w obozie Nordhausen Dora. Ojciec, wychowany na ideach powstań, nie wrócił z niemieckich obozów koncentracyjnych, pomimo, że przeżył 3 lata w Oświęcimiu, w tym Pawilon XI (co jest historią samą w sobie), 1,5 roku w Gross-Rossen i na sam koniec jeszcze nie zerwał z ryzykiem, co przypłacił życiem. Z 7,000 wyprodukowanych rakiet tylko 2,000 doleciało do Londynu, m. in dzięki bezimiennym bohaterom takim jak mój Ojciec. Czy Anglicy zdają sobie sprawę z tego typu ofiar?
         Po Powstaniu wróciliśmy do Warszawy w 1945 r. zastając nasze mieszkanie spalone a dobytek zakopany w piwnicy rozkradziony. Mama, inwalida wojenny z utratą 85 proc. zdrowia długo nie otrzymywała renty inwalidzkiej za późne ujawnienie się, że należała do AK. Po kilku latach otrzymała 185 zł., czyli niecałe 2 dol. przeliczone po cenach czarno-rynkowych. Nie jest to miejsce na dalsze opisy wpływu (jakże poważnego) Powstania na moje i podobne losy innych ludzi2.



Zmarnowany heroizm w 1944 r.

         Tytuł „Zmarnowany heroizm” zaczerpnąłem z artykułu napisanego na początku października 1944 r. dla podziemnej Warszawy („Wielka Polska” 1944). Chcę tu przypomnieć ocenę i przesłanie anonimowego autora, dla nas, przyszłych pokoleń.
         „Na ulicach Warszawy panuje złowieszcza cisza. Po obu stronach barykad wstrzymano działania wojenne (…). Nie byliśmy entuzjastami Powstania, wywołanego w dniu 1 sierpnia. Jesteśmy jednak żołnierzami i czyniliśmy to, co każdy żołnierz winien czynić w momencie rozpoczęcia walk (…).
         Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych już może godzinach kapitulacja stanie się faktem. Pójdziemy w poniewierkę. Pochłoną nas obce miasta i wsie. Wielu z nas nie wróci do stolicy, w obronie której tyle przelaliśmy krwi (…). Niepowodzenie stało się faktem. A oto jego skutki:
1. Ponieśliśmy olbrzymie straty biologiczne w sile narodu.
2. Przysporzyliśmy narodowi polskiemu dziesiątki tysięcy kalek.
3. Obróciliśmy w gruzy stolicę Polski.
4. Zmarnowaliśmy wielowiekowy dorobek kulturalny.
5. Doprowadziliśmy do nędzy setki tysięcy ludzi.
6. Przekreśliliśmy pięcioletni dorobek konspiracyjny przez wyniszczenie i rozproszenie aktywu politycznego i wojskowego, kulturalnego i gospodarczego.
7. Doprowadziliśmy do obozów jeńców wojennych tysiące oficerów i żołnierzy, a teraz do końca wojny będą straceni dla dalszego wysiłku zbrojnego Polski.
8. Dostarczamy nieprzyjacielowi tysiące robotników, których Niemcy nie potrafiliby sami zorganizować.
Zaprzepaściliśmy olbrzymi kapitał heroizmu, wykuwającego się przez 5 lat okupacji. Heroizm ten był jedyną i poważną siłą, jaką dysponowaliśmy w dniach Powstania. W zamian za to nie zyskaliśmy nawet uznania w oczach świata, ceniącego jedynie polityczny realizm, siłę i równowagę psychiczną. Romantyczne gesty narodów dawno straciły w świecie wagę atutów politycznych. Historycy przyszłych dni ocenią niewątpliwie z perspektywy czasu lekkomyślnie zmarnowany heroizm żołnierza i ludności Warszawy, jako przestrogę dla przyszłych pokoleń, błędy współczesnych.”
        Niestety należałoby poinformować autora (mam wrażenie, że już nieżyjącego) tego jakże mądrego przesłania, że w następnych 60 latach, nie wyciągnęliśmy lekcji z historii, jaka miała miejsce w Warszawie w 1944 r. bowiem temat Powstania Warszawskiego stał się dla nas tematem tabu.

Temat tabu

        Publikując artykuł o Powstaniu 1944 w „Dzienniku Związkowym” w Chicago w 1994 r. wiedziałem, że wywołam burzę w środowisku Polonii. Jak napisał wtedy Kazimierz Koszyca: „O Powstaniu Warszawskim są tutaj na emigracji dwie wersje. Jedna to jest ta oficjalna, pisana i deklamowana na różnych obchodach, akademiach i ta druga, którą od samego początku, przez 50 lat „wałkowaliśmy” w rozmowach i dyskusjach prywatnych. A są to wersje bardzo różne.”
        W okresie tuż przed wybuchem Powstania, Wódz naczelny gen. K. Sosnkowski opuszcza stanowisko dowodzenia w Londynie. Udaje się na „konieczną” w tym czasie inspekcję wojska gen. W. Andersa we Włoszech. Nota bene dowództwo nad tym wojskiem sprawuje tylko pośrednio, bowiem gen. Anders operacyjnie podlegał bezpośrednio dowództwu alianckiemu. Prezydent W. Raczkiewicz wzywa Generała do natychmiastowego powrotu, także gen. Anders sugeruje Wodzowi Naczelnemu powrót do Londynu. „Generale Pana miejsce jest tam3 .” Ten jednak jest na to nie czuły, robi unik. Można przypuszczać, że gen. Sosnkowski poleciał do Włoch organizować bunt II Korpusu Polskiego na wypadek, gdyby premier Mikołajczyk poszedł na ustępstwa w rozmowie ze Stalinem na początku sierpnia 1944 r.
        W zachodniej armii tego typu występek zostałby najprawdopodobniej przesłany do sądu wojennego a oskarżony mógłby zostać skazany na śmierć4 . Jan Ciechanowski (1984), historyk londyński, twierdzi, że „w rozstrzygającym momencie gen. K. Sosnkowski nie wykonał swych zasadniczych żołnierskich obowiązków w stosunku do Armii Krajowej, chociaż był jej najwyższym zwierzchnikiem.” Niewątpliwie premier Mikołajczyk był w stałym i silnym konflikcie z Wodzem Naczelnym, chętnie postawiłby Generała przed sądem, ale byłby to skandal szkodzący polskiej sprawie. Nad de facto dezercją Wodza wszyscy przeszli do porządku dziennego, a nawet wydano znaczki z jego podobizną.

Statystyka Powstania

         Stan Armii Krajowej (AK) wg. Kopfa (1984) wynosił ok. 40,000 plus 5,000 kobiet i 10,000 personelu pomocniczego, w tym oddziały szturmowe liczyły 35,000 żołnierzy. Z tego poległo 22,000 osób a 16,000 odniosło rany, czyli straty wyniosły 38,000 co daje wskaźnik 95 procent5 . Wskutek niemożności dotarcia do wielu magazynów, ostatecznie tylko 3,500 żołnierzy posiadało uzbrojenie, czyli co 11-ty powstaniec miał czym walczyć. Amunicji wystarczało na 2-3 dni walk. Tylko 20 ciężkich i 98 lekkich karabinów maszynowych było dostępnych. Większość walk prowadzono przy pomocy granatów i koktajlów Mołotowa. Do tych strat trzeba dodać około 300 członków załóg samolotowych (z 50 samolotów), którzy przylatywali z Włoch z zrzutami dla powstańców. Loty ich nazwano „samobójczymi stratami lotników.” Np. polski dywizjon 1586 miał 120 proc. strat. Alianci byli bardzo przeciwni tym lotom, bowiem pomimo strat w załogach, zrzuty i tak zwykle nie trafiały w polskie ręce.
        Kiedy na odprawie operacyjnej AK (opisanej przez Podlewskiego-1989) jeden z dowódców niższego szczebla twierdzi, że nie ma z czym rozpoczynać walki, wtedy gen. „Niedźwiadek” – L. Okulicki reaguje bardzo żywo: „Panowie zapominacie, że kto atakuje ten zdobywa broń. Nasi chłopcy są przepojeni wspaniałym duchem walki. Wydrą ją z rąk nieprzyjaciela i znajdą ją w niemieckich magazynach.” Na to ktoś replikuje: „Może Pan Generał poprowadzi chłopców uzbrojonych w pistolety na bunkry naszpikowane bronią maszynową i na działka szybkostrzelne.” Na innym spotkaniu płk. „Monter” – A. Chruściel mówi: „Powstańców, którzy w chwili wybuchu Powstania nie będą mieli broni, należy uzbroić w siekiery, kilofy i łomy żelazne. Broń dla nich zostanie zdobyta.”
         Na początku Powstania większość miasta została zdobyta przez powstańców. Ale zdobyte enklawy były w różnych miejscach miasta i nie miały ze sobą dobrej łączności. Jednakże powstańcy nie zdołali zdobyć strategicznych punktów miasta ani głównych arterii, mostów i dworców. Nierówna walka powstańców przy pomocy domowej produkcji broni z dobrze uzbrojonymi Niemcami była bardzo zacięta i bezpardonowa. Walczono o każdą ulicę i każdy dom.
        Straty wśród ludności cywilnej można oszacować na ok. 200,000-250,000 zabitych i 400,000 rannych, czyli są 3-razy większe od strat wywołanych wybuchem bomby atomowej w Hiroshimie i Nagasaki, będących symbolem Apokalipsy. Około 83 proc. zabudowy Warszawy zostało systematycznie zrównane z ziemią przez Niemców, zanim weszli Rosjanie do stolicy. Największe straty są wśród inteligencji, owym Pokoleniu Kolumbów, którego zabrakło, kiedy komuniści wkroczyli do Warszawy w styczniu 1945 r. i dlatego potem było im tak łatwo przejąć władzę w „pustynnej”, co do inteligencji Stolicy.

Powstanie „musiało wybuchnąć”

        Wielu historyków i uczestników Powstania twierdzi, że musiało wybuchnąć, niezależnie od logiki sytuacji. Logika nakazywała nie rozpoczynać Powstania. Większość oficerów Komendy Głównej AK nie wierzyła, że Powstanie się uda (Garliński 1985). Alianci nie wyrażali zgody i odmawiali pomocy logistycznej, bowiem wymagała ona 9 godzinnych lotów ciężkich samolotów nad terenami okupowanymi przez Niemców, co raz było bardzo niebezpieczne a dwa wymagało uzupełnienia paliwa na drogę powrotną, a Sowieci nie zgadzali się na lądowanie na ich terenach, w grę także wchodziła niepewność, co do dobrej pogody w Polsce, sprzyjającej zrzutom.
         Powstanie wypowiedziane równocześnie dwóm potęgom militarnym Niemiec i Rosji nie miało szans na powodzenie, zwłaszcza bez uzbrojenia. Niemcy wprawdzie wycofywali się ze Wschodu, ale wciąż dysponowali miażdżącą siłą ognia. Premier St. Mikolajczyk, po wstawiennictwie prezydenta Roosevelta, planuje podróż do Moskwy na początku sierpnia, zatem uważa, że Powstanie będzie dobrą siłą przetargową w rozmowach ze Stalinem i PKWN. Bez uzgodnienia z Wodzem Naczelnym, gen Sosnkowskim, wysyła depeszę do Polski, zostawiając krajowemu dowództwu AK swobodę w podjęciu decyzji o wybuchu Powstania. Komenda Główna AK przygotowuje się do Powstania a ambasador E. Raczyński udaje się do brytyjskiego premiera W. Churchilla, aby go o tych przygotowaniach poinformować. Następnego dnia premier Churchill informuje polskie MSZ, że z przyczyn technicznych pomoc Powstańcom nie zostanie udzielona. W dniu 29 lipca kurier Jan Nowak-Jeziorański informuje Komendę Główną AK, że nie można liczyć na pomoc Aliantów. Sprzymierzeni o tym mówili od dawna6 , bowiem kiedy planowano inwazję w Normandii w czerwcu 1944, zależało im wówczas raczej na wywołaniu walk ruchu oporu w Północnej Francji, Belgii i Holandii, znajdujących się w zasięgu głównych walk inwazyjnych oraz we Włoszech, Grecji i Jugosławii, gdzie siły niemieckie były wiązane i nie mogły być przerzucone na północ Europy, gdzie szykowano inwazję. Natomiast Powstanie w Warszawie nie miało szans na zwycięstwo, rozpraszało ich uwagę oraz mogło zdenerwować Rosjan, na których Aliantom wówczas bardzo zależało, bowiem wzięli oni na siebie najcięższy zakres walk z Niemcami.
        W Londynie na posiedzeniu Rady Ministrów w dniu 27 lipca generałowie S. Kopański (Szef Sztabu Naczelnego Wodza) i Stanisław Tatar (jego zastępca) nie kryją swego zdziwienia co do decyzji premiera Mikołajczyka. W Warszawie w tym samym dniu, odbywa się narada dowództwa AK, gdzie płk. L. Muzyczka – „Sułkowski” przedstawia raport o szkodliwości Powstania. Do powstania przeciw Niemcom szykowano się w całym Kraju od 1939 r. W 1941 r. były już skrystalizowane plany. Plany te, opracowane najpierw przez gen. Tatara, a po jego wyjeździe (odsunięciu) do Londynu, przez płk. J. Bokszczanina, nie przewidywały powstania w Warszawie. Planowano zbrojne wystąpienie 350,000 żołnierzy Podziemia przeciwko Niemcom w formie powszechnego powstania. W 1943 r. dokonano zasadniczej korekty, zamiast powstania powszechnego miała być akcja „Burza” o ograniczonych celach, z których wyłączono Warszawę. I oto w drugiej połowie lipca 1944 r. plany te ulegają zasadniczej zmianie. I tu kończy się logiczna analiza powodów wybuchu Powstania.
        Niemcy ściągają w rejon stolicy nowe oddziały 9 Armii, 3 dywizje pancerne, brygadę SS złożoną z Ukraińców i Rosjan i Legion Wschodni. Budują umocnienia i bunkry, zakładają druty kolczaste. Mówi się o ewakuacji mieszkańców. Nie ma mowy o zaskoczeniu Niemców, ani też o opuszczeniu przez nich stolicy. Sytuacja gwałtownie pogarsza się i wydaje się nawet beznadziejna dla powstańców. A pomimo to w dowództwie AK rośnie nacisk na rozpoczęcie powstania.
        Powodów wybuchu Powstania należy szukać w układzie motywacyjno-psychologicznym generałów; Sosnkowskiego, Okulickiego i płk. Chruściela, choć każdy z nich reprezentuje odmienne racje.
        Gen. L. Okulicki – „Niedźwiadek” przybył z II Korpusu Polskiego z Włoch, najpierw do Londynu7 , a potem, w nocy z dnia 21 na 22 maja 1944 r. został zrzucony do Polski. W Londynie zaprzyjaźnił się z gen. K. Sosnkowskim, z którym od dawna był w dobrej komitywie. Wydaje się, że od niego przejął pogląd, że w 1945 r. Stany Zjednoczone wypowiedzą wojnę ZSRR. Być może władze polskie w Londynie uważały, że Niemcy i ZSRR będą tak wycieńczone wojną, iż Polska stanie się mocarstwem? Po dotarciu do Warszawy, L. Okulicki odsunął płk. J. Bokszczanina, zarzucił dotychczasowe plany i przystąpił do wielkiej improwizacji walk w Warszawie (Wojciechowski 1989). W tym czasie styka się z gen. „Monterem” dowódcą Powstania, który parł do niego, ponieważ znał nastroje wśród Akowców. Przez 5 lat byli oni szykowani do rewanżu na Niemcach. Młodzież i ich dowództwo zaczęło „mierzyć siły na zamiary.” „Rozgrzany do czerwoności” patriotyzm oraz pragnienie zemsty za 5 lat prześladowań musiało znaleźć ujście. Warto dodać, że charakterologicznie generałowie „Niedźwiadek” i „Monter” byli podobni. Byli impulsywni, nerwowi i łatwo ulegali psychozie walki-czynu.
        Jeżeli Powstanie „musiało wybuchnąć” w Warszawie, to dlaczego do niego zaczęto się przygotowywać w ostatnich trzech tygodniach lipca 1944 r.? Dlaczego w znacznym stopniu zmarnowano okres przygotowań? W fachowym, sztabowym planowaniu, wariant walk w Warszawie powinien być rozpatrzony. Zresztą minister Obrony Narodowej gen. Marian Kukiel proponował takie rozwiązanie w październiku 1943 r., które zostało odrzucone. Już po Konferencji w Teheranie w 1943 r. było wiadomo, że nie Anglosasi, a Sowieci wyzwolą Polskę. Tym niemniej polscy politycy i dowódcy nie chcieli się z tym pogodzić.
        Odpowiedź na te pytania tkwi w misji, jaką sobie postawił gen. Okulicki, nie zważać na straty, wstrząsnąć sumieniem świata8 . Zrobić demonstrację. Generał miał powiedzieć: „…Musimy stoczyć wielką bitwę w Warszawie i to niezależnie od oceny. Niech się walą mury, niech płynie krew, tylko nasza walka, nasza ofiara może zmienić stanowisko wielkich mocarstw, nawet gdyby wszyscy mieli zostać pogrzebani pod gruzami.” Nie sądzę by ten Generał wierzył w militarne zwycięstwo Powstania.
        Wielu historyków i uczestników Powstania twierdzi, że dlatego wybuch powstania „musiał” nastąpić, ponieważ należało udowodnić Stalinowi, że kłamie szerząc opinię, że Polacy stoją z bronią u nogi. Według innej opinii, stolicę miała zająć komunistyczna Armia Ludowa i pod jej dowództwem miało wybuchnąć spontaniczne powstanie. Niech by wybuchło, AL miała więcej niż skromne siły (400), które by się szybko wykrwawiły, a powstanie zostałoby stłumione nie w 63 ale w 1-3 dni. Stolica nie uległaby zagładzie. Oczywiście zadaniem dowództwa AK byłoby powstrzymanie młodzieży od niesienia pomocy AL i od niepotrzebnej śmierci. Gdyby Sowieci przyszli na pomoc AL, to by musieli walczyć z Niemcami, albo ci by musieli opuścić miasto, oba przypadki byłyby na rękę nam Polakom, bowiem „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta.”


Polacy jak i Europejczycy nie mieli szans

        Tak, nie mieliśmy szans. I żadne państwo w Europie ich nie miało. Gdyby nie wejście do wojny Amerykanów, Europa, a być może Euro azja („ląd serce”) zostałyby podbite przez nazistów. W Europie tylko Polska i Jugosławia miały zorganizowany ruch oporu, z tym, że w Jugosławii, Tito walcząc z Niemcami de facto walczył o władzę z Królem i jego czetnikami. Dzięki temu Anglicy skierowali pomoc partyzantom Tity, który w efekcie wygrał z Królem. Trochę walczyli z Niemcami patrioci greccy i norwescy oraz francuscy komuniści. Czechosłowacy, Węgrzy, Rumunii, Bułgarzy, Duńczycy, kolaborowali a Hiszpanie i Włosi nawet współdziałali z Niemcami. W 1945 r. marszałek Petain na swym procesie bardzo krótko bronił się, twierdząc, że „nie chciał dopuścić do polonisation de la France.” Skazano go na śmierć 14 przeciw 13 głosami, w wyniku czego Marszałek nie został rozstrzelany, bowiem ułaskawił go gen. Ch. De Gaull, b.szef Wolnych Francuzów, jego dawny podwładny, a w czasie wojny przeciwnik polityczny.
        Co z tego wynika dla Polski? Prowadziliśmy niemal osamotnioną w Europie walkę z Niemcami. Rozbudowaliśmy podziemne państwo i siły zbrojne do poziomu wolnego państwa (350,000 gotowych do walki i 250,000 cywili-wspomagających)9 . Rozbudowana struktura (liczne sztaby, wydziały, oddziały, działy i sekcje, obszary, okręgi, miasta, rejony, zgrupowania, komendanci, zastępcy, adiutanci, łącznicy, kurierzy, itp.) podziemnych sił zbrojnych doprowadziła do ogromnej rozbudowy konspiracji. W tych warunkach miały miejsce nie tylko planowane, ale i spontaniczne akcje, na które Niemcy odpowiadali terrorem. Za jednego zabitego Niemca zabijano 100 niewinnych Polaków. Obozy koncentracyjne obficie broczyły polską i żydowską krwią. W sumie straciliśmy 6 milionów polskich obywateli, w tym 3 miliony Żydów oraz 40 procent majątku narodowego, stworzonego w ciągu 1000 lat.
        To nieprawda, że byliśmy „sumieniem świata.” Termin ten użył prezydent Roosevelt w 1941 r. ale już w Teheranie w 1943 r. powiedział, że „Polska od 400 lat jest problemem Europy.” Świat nie rozróżnia Powstania Polskiego w 1944 r. od Powstania Żydowskiego w 1943 r. To nie prawda, że Polska dzięki swojej postawie nie została 17-tą republiką radziecką. Republikami nie zostały pozostałe państwa Europy Centralno-Wschodniej, pomimo ich oczywistej kolaboracji z Niemcami. Także Jugosławia nie została republiką, pomimo, że Milovan Djilas (drugi po Ticie komunista jugosłowiański) namawiał do tego Stalina. Nie mieliśmy szans na sukces i dlatego powinniśmy stosować strategię pozostałych państw europejskich.
        Paradoks Powstania 1944 polega na tym, że zamiast utrudnić opanowanie Polski przez „Czerwonych,” ułatwiliśmy im to zadanie. Gen. W. Anders najbardziej doświadczony polski żołnierz-dowódca w owym czasie, powiedział, że „wywołanie Powstania uważa za ciężką zbrodnię i pyta, kto ponosi za to odpowiedzialność?” Natomiast Kazimierz Koszyca, autor z Chicago, uważa, że „Powstanie 1944 było największą tragedią w polskiej 1000 letniej historii.” Profesor Ignacy Człowiekowski z Vernon (British Columbia) uważa, że „Powstanie narzucili społeczeństwu niecierpliwi, niedowarzeni zapaleńcy, bez poczucia odpowiedzialności za losy całego narodu.” Felietonista „Polityki” – Ham pisał, że „Powstanie skończyło się miażdżącą klęską,…..drożdże poszły na przemiał.”

Konkluzja Powstania

        Najważniejsze błędy jakie popełniono w związku z decyzją wybuchu Powstania są moim zdaniem następujące:
        Błąd nr 1: geopolityczny. Błąd a może nierozwiązalny problem geopolityczny? Czy byliśmy w stanie, znając rzeczywiste nastawienie Stalina wobec Polski, próbować określonymi ustępstwami uratować rzecz zasadniczą – niepodległość. Być może zgoda obwarowana określonymi warunkami na ustępstwa graniczne, dokonana odpowiednio wcześniej, mogłaby ułatwić Churchillowi jego grę ze Stalinem w obronie suwerenności Polski. Polityka jest sztuką uzyskiwania możliwych rozwiązań. Polityk to ten, który przewiduje realne opcje, a nie entuzjasta swoich pobożnych życzeń. Plan Stalina został wdrożony w życie, o czym zawsze alianci-realiści uprzedzali Polaków.
        Błąd nr 2: sojuszniczy. Churchill, Eden i Hull (brytyjski i amerykański Sekretarze Stanu) zawsze przestrzegali Polaków, aby nie rozpoczynali żadnych działań bez uzgodnienia z ZSRR. W 1943 r. USA, Wielka Brytania i ZSRR zawarły tajne porozumienie, że na zachód od rzeki Łaby, za działania wojenne będą odpowiedzialne St. Zjednoczone, W. Brytania i Francja, a na wschód od tej rzeki, ZSRR. Zachodni sojusznicy nie powiadomili o tym Polski a powinni. Pomimo tego Polacy powinni takiego porozumienia domyślać się a nie twierdzić, że Alianci powinni ich słuchać, bowiem lepiej znają te tereny. Bez udziału ZSRR w wojnie, Alianci nie pokonaliby Niemiec w maju 1945 r.
        Błąd nr 3: polityczny. Premier Mikołajczyk, popierając wybuch Powstania, które miało wzmocnić jego pozycję w rozmowach ze Stalinem, przeliczył się. Powstanie osłabiło jego pozycję i przekreśliło nadzieje na porozumienie z ZSRR (Ciechanowski 1984).
        Błąd nr 4: wojskowo-dowódczy. Naczelny Wódz gen. K. Sosnkowski, zamiast memoriałów odradzających, powinien wydać rozkaz zabraniający rozpoczęcia Powstania. Po wojnie gen. „Bór” Komorowski stwierdził, że taki rozkaz musiałby wykonać. W okresie tuż przed wybuchem powstania, Naczelny Wódz opuszcza stanowisko dowodzenia w Londynie. Czynniki konspiracyjne w Warszawie nie miały dobrego rozeznania międzynarodowej sytuacji tak na Zachodzie jak i na Wschodzie (pomimo zdrady Sowietów i uwięzieniu AK-owców w dniu 15 lipca, po zdobyciu Wilna). Sowietom zależało na zniszczeniu polskiego ośrodka niepodległościowego w Warszawie siłami niemieckimi10 . Naczelny Dowódca i Rząd w Londynie powinien o tym ostrzec Komendę Główną AK w Warszawie, czego nie zrobiono.
        Błąd nr 5: wojskowo-motywacyjny. Odsunięcie od strategii walki podziemnej gen. Tatara i płk. Bokszczanina i zastąpienie ich świeżo przybyłym gen. Okulickim, który niósł ze sobą atmosferę przygnębienia, panującą w Korpusie gen. Andersa po Konferencji w Teheranie. Gen. „Niedźwiadek” pragnął wstrząsnąć sumieniem świata nie zważając na straty. Była to dziecinada, w całym kontekście sytuacji międzynarodowej, wskazująca, że AK nie stoi „z bronią u nogi” i gotowa jest do walki o swój honor. Dzięki temu nie zachowano sił na drugą okupację, którą odpowiedzialni stratedzy powinni byli łatwo przewidzieć (Łojek 1994).
        Błąd nr 6: wojskowo-operacyjny. Decyzja wybuchu Powstania w dniu 1 sierpnia została podjęta na podstawie złej oceny sytuacji na froncie. Płk. „Monter” poinformował, że „czołgi sowieckie są pod Pragą.” Niestety, nie wiedział, że był to rozpędzony zwiad i że rozpoczynała się kontrofensywa niemiecka, której sukces zapewnił sam Stalin. Nie wzięto pod uwagę, że Niemcy mogą zmiażdżyć stolicę i jej powstańców. ZSRR zaś przez 1,5 miesiąca nie udzieli nie tylko żadnej pomocy, ale będzie ją skutecznie blokować. Z czym należało się liczyć, bowiem Powstanie politycznie było wymierzone przeciw ZSRR. W tym stanie rzeczy decyzja o rozpoczęciu walki i jej termin wybrane zostały błędnie.
        Błąd nr 7: samooceny. Społeczeństwo, a szczególnie podziemie, przez całą wojnę wyobrażało sobie, że rząd polski ma duże znaczenie wśród sojuszników. Natomiast rząd polski uważał, że to podziemie jest potężne, że ma ono jakieś znaczenie w koalicji antyhitlerowskiej. W praktyce tak nie było. Wojnę wygrały tysiące okrętów, dziesiątki tysięcy bombowców i czołgów oraz samolotów.
        Błąd nr 8: tradycji powstańczej. Powstanie Warszawskie stanowiło w znacznej mierze owoc nieszczęsnej tradycji powstańczej, którą kultywowano w XX w.

Lekcja historii

        Historia dlatego nas interesuje, gdyż dzięki niej lepiej rozumiemy stan dzisiejszy. A jest on na początku XXI w. bardzo skomplikowany tak w Polsce jak i na świecie, w którym Wojna Cywilizacji destabilizuje porządek światowy. II Wojna Światowa wynikała z zachłanności i rewanżu zwycięzców, którzy zakończyli I Wojnę Światową, kładąc na łopatki Niemcy, bez pozwolenia zachowania im twarzy. Z kolei ich reakcja na to wynikała z populizmu, czyli ignorancji, która wepchnęła je na drogę fundamentalizmu rasowego. Powstanie Warszawskie zaś wynikało z doktrynerstwa i źle pojętego patriotyzmu oraz braku zdolności do chłodnej analizy sytuacji. Innymi słowy pierwszą połowę XX w. charakteryzuje w stosunkach międzynarodowych brak chęci stosowania dialogu i uniwersalnych wartości.
Warunkiem wejścia polityki na drogę dialogu i uniwersalności jest zdolność i chęć jej obywateli do poznania prawdziwej historii swego narodu i państwa. Np. w historii Polski trzeba wyjaśnić m.in. następujące sprawy:


  1. Czy polskie powstania były konieczne z punktu widzenia ich wpływu na dalsze losy Polaków?

  2. Czy osiągnięcie niepodległości Polski w 1918 r. nie było by automatyczne, jako wynik Doktryny Wilsona?

  3. Czy decyzje zapadłe w Teheranie (1943) i Jałcie (1945) były zdradą Polski czy też miały na celu wygranie wojny z Niemcami przy pomocy ZSRR11.

  4. Czy obrona Warszawy w 1939 r. przez cywilów była słuszna, kiedy rząd i wojsko opuściło stolicę i czy ci, którzy o tym decydowali są bohaterami czy nieodpowiedzialnymi liderami?

  5. Jak powinni zachowywać się Polacy pod dyktaturą PRL, która trwała 45 lat?

  6. Czy rola płk. Ryszarda Kuklińskiego12 była pozytywna czy negatywna we współpracy z Amerykanami?

  7. Inne.



        Na podstawie tego typu badań należy opracować zasady mądrego i etycznego postępowania w przyszłości, możliwie oparte o dialog i uniwersalne wartości, w następujących przypadkach:


  1. Kiedy należy myśleć o powstaniach i jakie kryteria decyzji należy stosować w sprawie ich inicjowania.

  2. Jakimi kryteriami należy kierować się, aby zapewnić niepodległość Polski i jak ma się do tego jej suwerenność w nowych warunkach światowej integracji.

  3. Jak powinien zachowywać się polski rząd i Sejm w czasie kryzysu międzynarodowego, który grozi istnieniu Polski.

  4. Jak powinny zachowywać się władze cywilne w przypadku ataku przeważających sił wroga?

  5. Jak powinni zachowywać się obywatele pod zagraniczną okupacją militarną, polityczną, czy gospodarczą.

  6. Kiedy szpiegowanie przeciw Polsce może być akceptowane.

  7. Inne.



Wnioski


  1. Powyższe zadania badawczo-strategiczne są przykładem nie tylko dla Polski ale także dla szeregu krajów, które zmagają się z własną historią, w której subiektywizm panuje nad obiektywizmem, głupota nad mądrością a tragedia nad szczęściem.

  2. Upust 10 mln polskich obywateli, którzy zostali zabici i ok. 2-3 miliona, którzy wyemigrowali w XX w. ma olbrzymi wpływ na obecny poziom polskiej cywilizacji i polityki. To tak jakby, co trzeci polski obywatel „zniknął,” co np. w przypadku St. Zjednoczonych oznaczałoby ubytek 80 milionów obywateli.

  3. Co do dialogu między-pokoleniowego, trzeba powiedzieć wyraźnie, że moje Pokolenie Pomostu a z nim polski naród za wiele wycierpiał w wyniku niefortunnych decyzji Pokolenia Ojców (motywowanych tylko honorem) oraz zbyt pochopnej chęci do walki, na granicy przygody młodości, Pokolenia Kolumbów, które niepotrzebnie szafowało swym życiem, zamiast „mierzenia zamiarów według sił.” Co spowodowało, że go zabrakło kiedy było potrzebne, aby przyhamować zapędy dyktatury PRL.

  4. Teraz niech nasze Pokolenie Pomostu nie zawiedzie Pokolenia Lepszej Przyszłości i oby wykazało się konieczną mądrością, dobrocią i zdolnością do dialogu w sytuacjach kryzysowych w oparciu o uniwersalne wartości.

  5. Historia wskazuje, że Polska wprawdzie nie jest potęgą gospodarczo-militarną, ale w oparciu o swe tragiczne dzieje może i dlatego właśnie może wnieść swoje uniwersalne idee do skarbnicy światowej kultury. Wskazują o tym 4 w literaturze i 1 pokojowa nagroda Nobla. Bowiem kraj, który cierpi a nawet jest przyzwyczajony do tego, zwykle altruistycznie troszczy się o lepsze jutro nas wszystkich na Ziemi.



    Bibliografia


    Ciechanowski, J. (1974). Warsaw Rising of 1944. Cambridge University Press.
    Garliński, J. (1985). Poland in the Second World War. London: Macmillan.
    Hanson, J. K. M., (1982). The Civilian Population and the Warsaw Uprising of 1944. Cambridge University Press.
    Kopf, St. (1984). Dni Powstania. Warszawa: PAX.
    Łojek, J. (1994). Kalendarz Historyczny, Polemiczna historia Polski. Warszawa: Alfa.
    Olson, L. and ST. Clou. (2003). A Question of Honor. New York: Alfred A. Knopf.
    Podlewski, St. (1989). Wolność krzyżami się znaczy. Warszawa: Ośrodek Dokumentacji i Studiów Społecznych.
    Targowski, A. (1981) Pokolenie stracone? W J. Mazurczyk i K. Zawanowska Dzieciństwo i Wojna: Warszawa: Czytelnik.
    Targowski, A. (1982) Red Fascism. Lawrenceville, VA: Brunswick
    Targowski, A. (1991). Chwilowy koniec historii. Warszawa: Nowe Polskie Wydawnictwo.
    Targowski A. (red). (1993). Obrona Polski. Warszawa: Bellona.
    Targowski, A. (1995). Dogonić czas. Warszawa: Bellona.
    Targowski, A. i St. Dronicz (1995, 1997, 2000). Wizja Polski. Warszawa: Agencja Wydawnicza CB
    Targowski, A. (1999). Przedmowa do M.Ena: Gdzie miłość dojrzewała do braterstwa. Niepokalanów; Koleżeńskie Zjednoczenie Jazłowieckie.
    Targowski, A. i A. Ajnenkiel (2000). Losy Polski i Świata. Warszawa: Bellona.
    Targowski, A. (2001). Informatyka bez złudzeń-wspomnienia. Toruń: Adam Marszałek
    Targowski, A. (2003). Obserwacje z USA. Warszawa: Agencja Wydawnicza CB.
    Wojciechowski, Br. (1989). W Powstaniu na Mokotowie. Warszawa: PAX.
    Zawodny, J. K. (1978). Nothing but Honor. The Story of the Warsaw Uprising of 1944. London: Hoover Institute Press.



LEGENDA:

1 Himmler rozkazał zabijać powstańców i cywili, których zmasakrowano 40,000 w pierwszych 5 dniach Powstania. Potem gen. Bach-Zelewski cofnął ten rozkaz.
2 Zainteresowanych odsyłam do moich wspomnień „INFORMATYKA BEZ ZŁUDZEŃ” Toruń; Adam Marszałek, 2001.
3 Ciekawe, że miesiąc wcześniej gen. K. Sosnkowski chciał dymisjonować gen. Wł. Andersa, za jego zgodę na zdobywanie Monte Cassino, co zdaniem Naczelnego Wodza było niepotrzebne, bowiem Wzgórze można było obejść jak to zrobiła dywizja francuska. Chyba jednak celem bitwy o Monte Cassino było związanie sił niemieckich na południu, aby nie mogły one pójść z pomocą niemieckim obrońcom w Normandii, gdzie spodziewano się inwazji Aliantów.
4Podobny casus dotyczył amerykańskiego żołnierza polskiego pochodzenia – Słowika, który za unikanie walki został rozstrzelany, zresztą jedyny taki przypadek w II WŚ.
5 Straty wśród Niemców wynosiły 17,000 zabitych.
6 Sprawami tymi kierował SOP—tajny oddział brytyjskiego wywiadu the Special Operations Executive.
7 W Londynie Płk. Okulicki został awansowany do stopnia generała, awans był jego warunkiem podjęcia się misji.
8 Aby wstrząsnąć „sumieniem świata” trzeba było zmienić nastawienie Stalina, co było nie możliwe, prezydenta Roosevelta, co też było niemożliwe, bowiem ten ostatni postawił na żołnierzy sowieckich, którymi chciał wygrać wojnę i polskie powstanie go drażniło, bowiem było wymierzone przeciw Sowietom. Pewien wpływ Powstanie miało na Churchilla, który jako intelektualista miał czasem wyrzuty sumienia, że „sprzedaje” Polskę, ale gdy do głosu dochodził u niego „polityk” podejmował decyzje zgodne z amerykańskim prezydentem. Powstanie wywołało na krótko pewien pozytywny odzew w prasie angielskiej, co spowodowało wysłanie samolotami pomocy logistycznej, która jednak przy ówczesnym stanie techniki skończyła się olbrzymimi stratami. Także Powstanie nie wstrząsnęło „sumieniem świata”, bo w ówczesnej konstelacji globalnych interesów nie było to możliwe.
9 Około 300,000 żołnierzy regularnego wojska walczyło poza granicami Polski na Zachodzie i na Wschodzie.
10 Gen. W. Jaruzelski, wówczas 20-letni żołnierz Armii Berlinga, który pomagał w sierpniu 1944 r. w przeprawach przez Wisłę w Warszawie uważał, że pomoc Powstańcom ze strony Sowieckiej była możliwa, ale skoro Powstanie było wymierzone przeciw ZSRR, pomoc taka była nie logiczna.
11 Czy gdyby FDR był zdrowy, czy inaczej by zachował się w sprawie Polski? Kiedy polski premier St. Mikołajczyk po długich staraniach odwiedził F.D.Roosevelta w czerwcu 1944 r. w Waszyngtonie, ten zabronił mu spotkań z Polonią, w obawie, że polski Premier przekona 7 milionów wyborców, polskiego pochodzenia, aby polityka amerykańska była bardziej konfrontacyjna wobec Sowietów, czego nie życzył sobie Roosevelt. Reakcja amerykańskiego Prezydenta skłania mnie do opinii, że chciał on najpierw wygrać wojnę z Niemcami przy pomocy Sowietów, oszczędzając 1 do 2 miliona ofiar amerykańskich żołnierzy, gdyby samym im przyszło pokonać Niemcy w Europie. Wtedy jeszcze sprawa Bomby A nie była tak konkretna jak w lecie 1945 r. I tu nie można odebrać zdrowego rozsądku niezdrowemu amerykańskiemu prezydentowi. Dlatego nie chciał on antagonizować Stalina i przez to zmusić go do pokoju z Niemcami. Załóżmy, że Amerykanie popieraliby Polaków i nie zgodzili się na podział na sfery wpływów w Teheranie pod koniec 1943 r. W tym czasie Niemcy przegrali już pod Stalingradem, ale wciąż tkwili na Ukrainie i Leningrad był stale oblężony. Stalin więc nie był jeszcze pewien zwycięstwa i w przypadku braku politycznego poparcia z Zachodu mógł szukać pokoju z Hitlerem. Nie wiadomo czy Hitler poszedłby na pokój, ale z pewnością Roosevelt o tym też nie wiedział i na wszelki wypadek nie chciał ryzykować.
         W przypadku zawarcia pokoju albo by powrócono do traktatu Ribentrop-Mołotow albo skończyłoby się na podziale Ukrainy i włączeniu Polski do Rzeszy. Bowiem w tym czasie Hitler mógł jeszcze działać z pozycji siły. Dzięki pokojowi Niemcy przerzuciłyby większość swych sił na Zachód, w wyniku czego inwazja Amerykanów w czerwcu 1944 stałaby pod wielkim znakiem zapytania. Jeśliby do niej doszło, to wojna w Europie trwałaby jeszcze dwa a może trzy lata dłużej. W praktyce trwałaby do lata 1945 r., kiedy USA weszły w posiadanie broni atomowej. Jednak w Teheranie a nawet w Jałcie (luty 1945) Prezydent Stanów Zjednoczonych jeszcze o niej nie wiedział. Dopiero wiedza o bombie „A” dała lepszą pozycję przetargową prezydentowi Trumanowi w Poczdamie na przełomie lipca i sierpnia w 1945 r.
         Nam Polakom trudno jest zrozumieć pragmatyzm Anglosasów. Jesteśmy przyzwyczajeni do realizowania kilku celów naraz i oczywiście nie osiągamy żadnego. Anglosasi wybierają jeden cel i dążą wszelkimi sposobami do jego osiągnięcia. Dla nich celem w Teheranie i Jałcie było pokonanie Niemców, powiedzmy otwarcie wciąż bardzo silnych. Niech o tym świadczy fakt, że pobicie Niemców na odcinku od Normandii do Łaby zajęło aż 11 miesięcy (czerwiec 1944- maj 1945), który to odcinek można przejechać autem w jeden dzień. A przecież Niemcy walczyli jeszcze na Wschodzie, gdzie mieli większość swych sił. Niech przykładem będzie strategia prezydenta Roosevelta, który tak prowadził wojnę, że na 1 Amerykanina zginęło 59 Sowietów. FDR nie zgodził się na zdobycie Berlina i wyzwolenie Centralnej Europy przed Sowietami, bowiem szkoda mu było śmierci 300,000 swoich żołnierzy. Straty takie ponieśli Sowieci.
         Gdyby nie było „Teheranu i Jałty” ruch oporu w Polsce musiałby bardziej się uaktywnić, co naraziłoby nas na jeszcze większe represje i wymordowanie nie 6 a powiedzmy 10 milionów polskich obywateli. W lecie 1945 r. Amerykanie zrzuciliby bombę A na Niemcy a Sowieci wkroczyliby do Polski, wykorzystując chaos w Europie. Czy Sojusznicy zajęci „czyszczeniem” Niemiec wypowiedzieliby wojnę Sowietom o „Danzig”? Bardzo wątpię, by gen. Anders wjechał do nas na „białym koniu” i zapisał „niedokończony rozdział” swych wspomnień.
12 Płk. Ryszard Kukliński był jednym z dwóch polskich oficerów sztabowych, dopuszczonych do najbardziej tajnych dokumentów Paktu Warszawskiego. Gdy zorientował się, że ZSRR planuje zaatakowanie Zachodniej Europy ok. 1971 r. i spodziewa się kontrakcji ze strony NATO przy użyciu taktycznych broni atomowych zrzuconych m.in. na Polskę, zdecydował się ostrzec Amerykanów, którym potem przekazał ok. 30,000 stron dokumentów. Do wojny nie doszło, bowiem Amerykanie zastosowali politykę odprężenia (detente) i udzielili ok. 100 mld dol. pożyczek Blokowi Sowieckiemu, którego centralnie planowana gospodarka pod ciężarem tych wielkich pożyczek rozpadła się najpierw w Polsce (1989) a potem w ZSRR (1991).



powrót do strony tytułowejpowrót do strony tytułowej