Stronę odwiedzono do tej pory: 557000 razy wtorek 23 maja 2017 r. imieniny : Iwony Dezyderego Kryspina 

normalna czcionkanormalna czcionka

Zamiast prawdy wolimy mity : Życie Warszawy 5.05.2005

Z profesorem Pawłem Wieczorkiewiczem z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Rafał Jabłoński

Wyjątkowo hucznie świętujemy 60. rocznicę zakończenia II wojny światowej... Jakiej wojny? To koniec wojny w Europie; światowa skończyła się 2 września 1945 roku kapitulacją Japonii.

Kiedy zatem skończyła się wojna w Europie? Jedni mówią o 8 maja, inni o 9 maja. Skąd wziął się ten problem z datami

W Berlinie podpisano dokumenty nocą. Wtedy na Zachodzie był jeszcze 8 maja, a w Moskwie już 9 dzień. Tylko że Niemcy skapitulowały 8 maja i to nie w Berlinie, a w Reims przed wszystkimi aliantami, nie tylko zachodnimi. Był obecny przy tym przedstawiciel ZSRS (Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich – red.). Ale u nas 60 lat obowiązywała sowiecka wersja wydarzeń.

W ciągu tych lat powstało więcej takich mitów, w które do dziś wierzy nasze społeczeństwo.

Obraz tej wojny jest zakłamany w sposób nieprawdopodobny. Kompletnie wyidealizowano go, bo politycy wykorzystywali i wykorzystują te mity dla własnych korzyści.

Kiedyś mówiło się, że wygraliśmy bitwę pod Lenino, teraz lansowany jest pogląd odmienny... A przecież fakty i dowody są takie same. Po prostu interpretuje się je wedle potrzeb?

Tak. Dokładnie tak jak historię bitwy o Monte Cassino. Polacy zajęli je po wcześniejszym wycofaniu się Niemców, lecz rząd Mikołajczyka i kraj potrzebowały zwycięstwa. To wszystko jest głęboko zakorzenione w polskim mesjanizmie, z którego wyleczył Polaków w 1920 roku Piłsudski. Ale terapia okazała się krótka, bo nastąpiła klęska 1939 roku. Czy ktoś, omawiając 1939 rok, poza zajadłymi komunistycznymi propagandzistami, powiedział, że to była największa klęska w dziejach narodu polskiego? Nie zdarzyło się w naszej historii, by w ciągu sześciu tygodni państwo zostało kompletnie zdruzgotane i wymazane z map. To nawet powstanie kościuszkowskie trwało dłużej. W 1939 roku była przerażająca klęska. Naród nie załamał się, ale powstały legendy, że było inaczej.

Spotkałem kombatantów bitwy nad Bzurą uważających, że niemal tam wygraliśmy...

To taki mechanizm...

Skąd to się wzięło?

Druga wojna światowa to pierwsza wojna epoki medialnej. Rola propagandy zaczepnej oraz skierowanej do własnego społeczeństwa, także po wojnie, była ogromna. I ludzie wierzą w zdarzenia, których nie było, albo oceniają je w sposób kompletnie opaczny.

To gdzie kłamstwa, a gdzie prawdy? Kto kłamał, a komu można wierzyć?

Mieliśmy różne szkoły oszustw i niedopowiedzeń. Szkoła emigracyjna w imię idei utrzymywania czystości portretu generała Sikorskiego wstrzymała krytyki jego osoby, i skrywała szereg bardzo ostrych konfliktów politycznych; na przykład pomiędzy Sikorskim a generałem Sosnkowskim. Ukryto także rolę Brytyjczyków w kształtowaniu polityki polskiej i ich wpływ na polskie tajne służby. Natomiast w kraju obowiązywała bajeczna wizja historii, polegająca na tym, że gwardzista ludowy razem z żołnierzem spod Lenino przynieśli umęczonemu narodowi wolność i suwerenność. A państwo burżuazyjne załamało się w 1939 roku, dzięki swej klasowej, w domyśle kalekiej, istocie. Co oczywiście było bzdurą. Drugą płaszczyzną takich działań było to, że naród, który przegrał II wojnę światową, dał sobie wmówić, że ją wygrał. I ten mit oparto o zwycięstwa, których nie było. Nie mówię o Lenino czy Monte Cassino. Ale na przykład znaczna część dyskusji wokół Powstania Warszawskiego opiera się na przesłankach, że to było wielkie moralne zwycięstwo. Za taką cenę?!

Kiedyś w emigracyjnych środowiskach Londynu spotkałem się z opinią, że w Powstaniu Warszawskim straciło życie ponad 30 tysięcy dzieci, w tym 10 tysięcy do 10 roku życia...

To możliwe.

Powstał mit gigantycznych strat. Im więcej trupów, tym większa gloria. Pisano o ponad 200 tysiącach zabitych, tymczasem ostatnio obliczono, że zginęło maksimum 140 tysięcy. Czy to nie obłęd w tym żonglowaniu zabitymi?

To kolejny dowód na mitomanię narodową. Niektórzy badacze podają, iż życie straciło około 120 tysięcy. Ale 20 tysięcy zabitych w tę czy w tamtą stronę nie zmienia faktu, że zniszczono centrum kraju – kulturalne i intelektualne. Rozpędzono centrum życia umysłowego oraz publicznego. A teraz tworzy się wirtualny, idealistyczny obraz Powstania, i w tym duchu wychowuje młodzież.

To zakrawa na obłęd – czego się nie dotknąć, brzydko pachnie. Wrzesień 1939 roku – klęska, Powstanie Warszawskie – bezsens... Gdzie w takim razie to opiewane w wierszach męstwo bohaterskiego narodu?

To wszystko jest kolekcją mitów. Tymczasem, najszerzej rzecz biorąc, w działalność konspiracyjną zaangażowana była jedna dziesiąta społeczeństwa. A reszta usiłowała przeżyć. Mamy kolejne tabu w polskiej historiografii – gigantyczne donosicielstwo do niemieckiej policji bezpieczeństwa. Jedni konspirowali, inni na nich donosili. O koszmarnym bandytyzmie nie mówi się, bo wstyd. Ciągle mamy jeszcze mit patriotycznej polskiej lewicy, która już w 1940 roku zrozumiała że Sowieci wygrają wojnę i trzeba ratować naród. Tymczasem do 1941 roku Sowieci chcieli wyniszczyć naród polski, nie tylko na Kresach, ale i na BiałostocczyĽnie. Mówi się, że nie mieliśmy polskich Quislingów (kolaborant norweski, symbol zaprzedania się wrogowi – przyp. red.). To kolejny mit. Środowiska komunistyczne: Nowotko, Bierut – współpracowały z okupantem. Także z niemieckim. To byli właśnie nasi quislingowie ...

A nasz udział w pokonaniu Niemiec? Przecież każdy uczył się w szkole, że polski żołnierz u boku armii radzieckiej zadał decydujący cios...

To też kolekcja przemilczeń i kłamstw. WeĽmy rzekome zwycięstwo pod Budziszynem, które było klęską. Hitler dogorywał w Berlinie, a II Armia Wojska Polskiego została rozbita. Straciła jedną piątą stanu i prawie cały sprzęt pancerny. Jeden dowódca dywizji poszedł do niewoli, drugi został ranny, a trzeci zginął. Pod koniec kwietnia 1945 roku, na dwa tygodnie przed kapitulacją Niemiec! Przez lata ukrywano to całkowicie. Obowiązywał za to propagandowy bełkot dochodzący do absurdu: „Zwycięska stopa żołnierza polskiego zatknęła biało-czerwony sztandar na gruzach hitlerowskiego Berlina”. To samo było po drugiej stronie. Ukrywały swoje postępki i rząd na wychodĽstwie, i Komenda Główna AK. Pozostawiono samym sobie ludzi na Kresach. Najpierw, gdy Ukraińcy zaczęli rzeĽ na Wołyniu, nie udzielono im żadnej pomocy, bo zbierano siły na narodowe powstanie. A potem tym ludziom kazano zdobywać razem z Sowietami ich miasta: Wilno, Kowno i Lwów. Wiemy, czym to się skończyło. Następnie zaś, kiedy zaczynały się sowieckie represje na Kresach, a była jeszcze szansa wyjazdu do Polski, zabraniano wyjazdu. Jest taka dyrektywa Komendy Głównej AK ze stycznia 1945 roku, że mają tam trwać. O tym dziś cisza.

Teraz nareszcie przełamuje się tę ciszę. Na przykład w kwestii powstania w getcie warszawskim.

Tak. Przez kilkadziesiąt lat istniał mit, że walczyło tam tylko ugrupowanie lewicowe, a zapomniano o centroprawicowym złożonym z oficerów wojska polskiego. Ostatnio ukazała się książka na ten temat.

Czy jesteśmy skazani jeszcze na wiele takich „odkryć”? II wojna skończyła się 60 lat temu. Komu dziś prawda o tamtych czasach może jeszcze zagrażać?

O wielu sprawach nie mówi się, bo to rzecz wstydliwa. Mamy na przykład mit naszych przyjaciół w Stanach Zjednoczonych i życzliwego prezydenta Roosevelta. Który nas sprzedał Sowietom w Jałcie. Ale to nie wszystko. Wiemy, że ten człowiek ukrywał dokumenty o sowieckim sprawstwie zbrodni katyńskiej. Miał relację pułkownika van Vlieta, który był w Katyniu. Znał prawdę, a ukrywał ją cynicznie. I tak dalej, i dalej.

Z tego, co Pan Profesor mówi wynika, że ciągle jeszcze nie wszystko wiemy o II wojnie światowej. Wolimy kłamstwa od prawdy, bo prawda nie zawsze jest piękna i wygodna...

Niestety, te mity współtworzą media i część środowiska historycznego. Nauka historii w szkołach ugruntowuje fatalne nawyki, między innymi że jesteśmy narodem uciśnionym, pokrzywdzonym i czekamy na boską oraz ludzką sprawiedliwość. A powinniśmy się o nią na świecie upominać. Niedawno była kolejna dyskusja o roli Polski w Europie i padały argumenty, że nie możemy ciągle mieć do wszystkich pretensji. Bo i tak jesteśmy czynnikiem destruktywnym. Tymczasem co robimy? Dalej żyjemy mitami...

profesor Paweł Wieczorkiewicz

LINK DO ORYGINALNEJ STRONY:
http://zw.eo.pl/apps/tekst.jsp?place=zw_list_articles&news_id=62367



powrót do strony tytułowejpowrót do strony tytułowej