Stronę odwiedzono do tej pory: 548958 razy niedziela 26 lutego 2017 r. imieniny : Mirosława Aleksandra 

duża czcionkaduża czcionka





Fałszywa synteza Normana Daviesa


Lech Mażewski

Książka Normana Daviesa, ukazująca się w LX rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, nie jest oczywiście pierwszą monografią sierpniowej insurekcji. Ugruntowaną renomę w historiografii powstania mają zwłaszcza opracowania gen. Jerzego Kirchmayera („Powstanie Warszawskie, Warszawa 1959), płk Adama Borkiewicza („Powstanie Warszawskie 1944. Zarys działań natury wojskowej”, Warszawa 1957) czy Jana M. Ciechanowskiego („Powstanie Warszawskie. Zarys podłoża politycznego i dyplomatycznego”, Londyn 1971). Dwie pierwsze monografie dotyczą wojskowych aspektów sierpniowej insurekcji, ostatnia zaś wyjaśnia okoliczności wydania przez dowódcę AK rozkazu o podjęciu walki o Warszawę. I tu spotyka nas pierwsza niespodzianka. Otóż dla walijskiego autora wszystkie te klasyczne już pozycje są mało ważne, a do rangi podstawowego dzieła o powstaniu urasta praca Władysława Bartoszewskiego („Dni walczącej stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego”, Warszawa 1989). Jest to o tyle dziwne, że – zamiast klasycznych prac uznanych historyków – wywody autora wspomaga patriotycznie egzaltowana publicystyka, której autora niewiadomo dlaczego demoliberalne media tytułują mianem „profesora”.

Reklamowanie „Powstania ’44” jako najnowszej syntezy powstania zmusza do postawienia pytania, co nowego udało się ustalić autorowi. I tu kolejna niespodzianka. Już na samym wstępie dowiadujemy się, że żadne nowe archiwalia nie zostały wykorzystane przy pisaniu tej książki. Tak więc Davies nie miał dostępu ani do dokumentów brytyjskiego wywiadu z okresu II wojny, ani też do akt sowieckich z czasu samego powstania. Nie powinno zatem dziwić, że w recenzowanej pracy nie udało się ustalić właściwie ani jednego nowego faktu, poza sugestią, że w wybuchu powstania mogło mieć udział dowództwo brytyjskich sił specjalnych (SOE). Jedynie zgadywaniem jest też próba określenia powodów, dla których Józef Stalin nie zdecydował się na udzielenie pomocy powstańcom. Otóż 13 sierpnia 1944 r. miała zapaść decyzja o przegrupowaniu wojsk sowieckich w celu podjęcia ofensywy na Bałkanach a nie kontynuacji uderzenia na kierunku Wisła-Odra-Berlin – z oswobodzeniem Warszawy na początku. Z punktu widzenia Moskwy byłoby to racjonalne zachowanie, gdyż bez względu na wynik wojny zarówno granice stref okupacyjnych w Niemczech, jak i nowe granice Polski i jej przynależność do sowieckiej strefy wpływów były już przesądzone. A zakres wpływów poszczególnych uczestników antyhitlerowskiej koalicji w południowej Europie ciągle był sprawą otwartą. A więc było o co walczyć.

Rodzi się w takim razie następujące pytanie. Jeśli w tak obszernej, liczącej prawie tysiąc stron, monografii nie udało się autorowi poczynić żadnych nowych ustaleń natury faktograficznej, to może chodzi tu o jakąś, nie pozbawioną oryginalności, czy wręcz błyskotliwości, reinterpretację sensu znanych już nam wydarzeń. Z pewnością oryginalny jest pomysł, aby powstańczą narrację rozpoczynać u schyłku I wojny światowej a kończyć w roku 2000. Toż to prawie jak wojna stuletnia! Mogę się nawet założyć, że w przyszłych wydaniach książki – jeśli tylko takie będą – ta ostatnie data będzie przesuwana do przodu, a można by też rozpocząć narrację od dokonań Organizacji Bojowej PPS z okresu rewolucji 1905 r. Tak już dziś przecież czyni Lech Kaczyński, prezydent stolicy. A to znawca historii Polski nie lada jaki.

Ale ani oryginalna ani błyskotliwa nie jest główna teza Daviesa. Otóż jego zdaniem powstanie miało szanse zwycięstwa, ale zawiodła koalicja antyhitlerowska. Zachód nawet nie próbował rozmawiać ze Stalinem, aby pomógł powstaniu. Bo gdyby przywódcy anglosascy próbowali tylko wywrzeć nacisk na Kreml, to wszystko skończyłoby się zupełnie inaczej, szczęśliwie dla Polaków. To czyste gdybanie, którego powinien unikać każdy akademicki historyk – chyba że chodzi mu o rozważania z zakresu historii alternatywnej, ale to należałoby wyraźnie podkreślić. A tego w tym przypadku nie zrobiono.

Mój podstawowy zarzut wobec książki Daviesa nie wyczerpuje się jednak na jej „gdybologicznym” charakterze. „Powstanie ’44” to po prostu fałszywa synteza powstania, cofająca nas poziomem interpretacji tamtych wydarzeń do okresu zaraz po klęsce sierpniowej insurekcji. Dziś natomiast jest oczywiste, że pod koniec lipca 1944 r. los sprawy polskiej był już właściwie przesądzony. Niejasne było jedynie jak daleko na zachód, kosztem Niemiec, nastąpi przesunięcie naszych granic, ani też, jaki będzie udział emigracji londyńskiej w przyszłym rządzie. Nawet wcześniejsze porozumienie się władz polskich z Kremlem w sprawie wybuchu powstania nie zmieniłoby naszej powojennej sytuacji geopolitycznej. Może jedynie presja komunistycznej utopii byłaby mniejsza, a i to – wobec rychłego wybuchu zimnie wojny – nie jest takie pewne. Ale tu już mimowolnie wkraczam na tereny klasycznego gdybania, dziedziny tak szczególnie ulubionej przez uczonego Walijczyka.

Na tym jednak nie wyczerpuje się fałsz najnowszej syntezy powstania. W perspektywie przyjętej przez autora w ogóle nie można postawić pytania o odpowiedzialność za śmierć 20 tys. żołnierzy podziemia, 200 tys. cywilów i spalenie całego miasta. Czystym absurdem jest bowiem założenie, że i bez wybuchu powstania taki sam los spotkałby stolicę wraz z jej mieszkańcami i żołnierzami, gdyż Niemcy jakoby o niczym innym nie myśleli pod koniec lipca 1944 r. Tak zdaje się sądzić Davies, ale nie ma to żadnych dowodów – poza swoim głębokim przekonaniem.

Co prawda, autor recenzowanej książki zna, a nawet niekiedy cytuje, prace Ciechanowskiego, ale nie ma to istotnego wpływu na jego wywody. Zdaniem Daviesa bowiem kierownictwo państwa podziemnego działało w obliczu dużej niepewności, co miałoby tłumaczyć wydanie przez dowódcę AK rozkazu do podjęcia walki o Warszawę, który dosłownie w pół godziny później okazał się być oparty na zupełnie błędnych przesłankach. Dlatego wystarczą tu dobre intencje naszego kierownictwa, to że chcieli oni walczyć o wolną Polskę, żeby w zasadzie nie zastanawiać się nad kwestią odpowiedzialności za tragedię Warszawy. Ale w ten sposób wracamy do poziomu patriotyzmu rodem z jasełek, co sprawia, że nie tylko niczego nie jesteśmy w stanie zrozumieć z naszej historii, ale również – być może – wystawiamy się na kolejną narodową katastrofę.

Davies nie jest w stanie też pojąć ogromu negatywnych konsekwencji powstania. Przecież jego klęska w dużym stopniu ułatwiła proces zniewolenia Polski. Nie chodzi mi o to, że spotkałby nas inny geopolityczny los niż ten, którego rzeczywiście staliśmy się ofiarą, ale o to, iż po upadku reżimu stalinowskiego w połowie lat 50. to właśnie pokolenie Polski niepodległej, urodzone i wychowane w II RP, które przeżyłoby wojnę i nie wypaliłoby się moralnie w wyniku klęski powstania i powojennych represji ze strony władz komunistycznych, podjęłoby walkę o dalszą dekomunizację naszego kraju, skutecznie wspomagając tu wysiłki Kościoła katolickiego, pozbawionego oparcia w nielewicowych elitach inteligenckich. A wówczas dzisiejsza Polska wyglądałaby zupełnie inaczej.

Ale to tylko historia alternatywna, bo powstanie wybuchło i zakończyło się klęską. Miejsce opróżnione przez pokolenie Polski niepodległej zajął kto inny. Środowiska marksistowskich rewizjonistów – zamiast być nic nie znaczącym marginesem w całym ruchu opozycyjnym – stały się jego główną siłą. Dziś skutkuje to medialno-polityczną potęgą „Gazety Wyborczej” i jej redaktora. I nie jest to wcale z korzyścią dla Polski. Tu jednak – jak sądzę – walijski uczony mógłby się ze mną nie zgodzić.

Nie znaczy to, że fałszywa synteza Daviesa nie ma żadnych zalet. Plusem jest to, że anglojęzyczny czytelnik w ogóle dowie się, że było coś takiego jak Powstanie Warszawskie. W efekcie nie powinien już dalej mylić wcześniejszej o rok walki Żydów w getcie z insurekcją sierpniową, co nader często się dziś zdarza, szczególnie w USA, a nawet w Niemczech. Ale to wszystko, co dobrego da się powiedzieć o tej pracy. I żadna propagandowa hucpa nie jest i nie będzie w stanie tego zmienić.

Lech Mażewski

LINK DO ORYGINALNEJ STRONY:
http://www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=historia&nr=2004081818563



powrót do strony tytułowejpowrót do strony tytułowej