Stronę odwiedzono do tej pory: 584341 razy niedziela 17 grudnia 2017 r. imieniny : Olimpii Lazarza Floriana 

normalna czcionkanormalna czcionka





Jak to było z tym Powstaniem...?


Szanowny Panie Redaktorze,

Jestem czytelnikiem Waszego tygodnika od wielu lat. Chcę zwrócić Pan uwagę na istotną nieprawidłowość w tekście jednego z publicystów: Lecha Mażewskiego. Otóż po przeczytaniu jego dwóch komentarzy dotyczących Powstania Warszawskiego (NMP Nr 34-35), oniemiałem z wrażenia. Mażewski w ogóle nie przeczytał nowej książki N. Davies'a "Powstanie 44" a wygłasza o niej bardzo krytyczne opinie. Gdyby przeczytał nie wypisywałby takich nonsensów. A teraz uzasadnienie.

Mażewski twierdzi, że Davies nie przytacza żadnych nowych źródeł. Jest to nieprawda! Wystarczy zajrzeć do źródeł. Jest tam wiele nowych ciekawych źródeł sowieckich, niemieckich, brytyjskich i amerykańskich (a nawet litewskich). Autor pisze o tych źródłach w tekście oraz o tym, że np. choć nie wszystkie źródła sowieckie zostały ujawnione, to intencje sowieckie są oczywiste, itp. Nawiasem mówiąc źródła sowieckie są bardzo interesujące. I ktoś, kto przeczyta Davies`a już nie napisze, że gen Okulicki namówił gen. Bora-Komorowskiego do Powstania w Stolicy będąc na usługach sowieckich (Mażewski tego nie napisał). Davies pojechał do Moskwy i szperał w archiwach sowieckich!

 Sprawa druga: Davies udowadnia, że Rząd Polski w Londynie nie został poinformowany o wynikach rozmów w Teheranie aż do spotkania w Moskwie 6 października 1944 (Mikołajczyk, Churchill, Stalin i Harriman), czyli już po upadku Powstania. Co więcej, to, że ustalenia w Teheranie były ostateczne nie wiedział nawet Churchill. Były to tajne ustalenia Stalina z Rooseveltem. Zarówno Polacy, jak i Anglicy uważali, że sprawa Polski jest jeszcze w toku dyskusji i zależeć będzie od dalszych ustaleń. W wypadku Polaków od ich determinacji popartej w odpowiednim momencie przez wysiłek zbrojny (Powstanie). Jest to sprawa zasadnicza, bo jeżeli sprawa Polski była już przesądzona, to po co Powstanie, cierpienia, zniszczenie Stolicy, itp.? Co więcej, Davies udowadnia, że Amerykanie i Brytyjczycy Polaków "podprowadzili" obiecując im pomoc wojskową i wsparcie w rozmowach ze Stalinem aż do ostatnich chwil przed Powstaniem, aby potem zostawić ich na pastwę Niemców i Sowietów. Takie postawienie sprawy ukazuje Rząd i władze AK w zupełnie innym świetle. A Davies dobrze argumentuje! Tak więc sprawa Polski nie była przesądzona w chwili wybuchu Powstania (a przynajmniej Polacy o tym nie wiedzieli!).

 Po trzecie, Davies nie kwestionuje, że wyginięcie elit AK (żołnierzy AK zginęło 15 tys. a nie 20 tys. jak podaje Mażewski, plus 7 tys. rannych, z których większość przeżyła w niewoli niemieckiej) ułatwiło sowietyzację Polski po wojnie. Uważa, moim zdaniem słusznie, że los Powstania nie zależał od Polaków. Alianci zachowali się wobec Polaków wyjątkowo perfidnie (że nie wspomnę Sowietów), ale bez względu na takie czy inne błędy polskiego kierownictwa nie były one krytyczne dla losów Polski i powstania w Warszawie. Stalin zajął pozycję wyczekującą. Amerykanie i Anglicy nie potrafili sobie z nim radzić. Losy Polski i powstania zdecydowane były w gabinetach i sztabach sojuszników Polski na Zachodzie i zadecydowały o nich: ich nieudolność i brak koncepcji na przyszłość dla Europy i ¦wiata, a także zupełny brak rozeznania czym są Sowiety. I Zachód ponosi odpowiedzialność za tragedię Warszawy i Polski. Powstanie Warszawskie należy do najtragiczniejszych wydarzeń II wojny i powinno być uznane i uszanowane przez wszystkich; i Polaków i nie-Polaków.

 Davies nadaje wydarzeniom wokół Powstania zupełnie inną perspektywę. Odcina się od podejścia polskiego, które uważa za zaściankowe – samooskarżanie się do obłędu itp. i nadaje Powstaniu i Sprawie Polskiej szerszą perspektywę światową. I to jest główna zasługa tej książki, obok przybliżenia światu tragedii naszej Ojczyzny w czasie i po II wojnie światowej. Prace Jana M. Ciechanowskiego i Jana Matłachowskiego oczywiście znam, ale trzeba pamiętać,  że powstały one 35 lat temu i od tego czasu ujawniono wiele nowych dokumentów. O czym L. Mażewski powinien wiedzieć, gdyby przeczytał książkę Davies'a. Mam wrażenie, że takie spojrzenie na Powstanie Warszawskie (jakie reprezentuje L. Mażewski) zostało w Polsce utrwalone przez propagandę komunistyczną, na co mógłbym podać przykłady i do czego oczywiście nikt się nie przyzna. Dodam jeszcze, że Davies zmienił zdanie na temat Powstania Warszawskiego. Proszę porównać to, co pisze na ten temat w "Bożym Igrzysku..." Tam oparł się na źródłach polskich. Teraz uznał, że taka perspektywa jest błędna i zmienił zdanie. Rozmawiałem z nim osobiście na ten temat i przyznał, że zmienił na temat Powstania opinię po zapoznaniu się ze źródłami niepolskimi.

Z poważaniem

 Krzysztof Marek Raczyński (Toronto, Kanada)



Prof. Normanowi Daviesowi do sztambucha

1. Zacznijmy od tego, że nie jest prawdą, iż nie czytałem książki Normana Daviesa. Z faktu, że inaczej oceniam tę pracę niż mój polemista nie powinna wynikać konkluzja, że jej nie czytałem. Chyba, że chodzi o to, iż nie można formułować innej opinii o spornej książce niż chce tego entuzjasta walijskiego historyka. Ale właściwie dlaczego tak miałoby być? Krzysztof Marek Raczyński może się, oczywiście, nie zgadzać z moją oceną, ale żeby twierdzić, że piszę o czymś, czego nie znam, to już przesada, nie mówiąc o tym, że jest to obraźliwe dla mnie. Ja o nim tego nie twierdzę – mimo że nie zgadzam się z jego oceną spornej książki.

2. Napisałem: „Już na samym wstępie dowiadujemy się, że żadne nowe archiwalia nie zostały wykorzystane przy pisaniu tej książki. Tak więc Davies nie miał dostępu ani do dokumentów brytyjskiego wywiadu z okresu II wojny, ani też do akt sowieckich z czasu samego powstania” (podkr. NMP – LM). Dokładnie to samo mówi w „Przedmowie do wydania polskiego” sam autor. Na str.16 możemy przeczytać, że archiwa brytyjskiego wywiadu w 95 proc. są niedostępne, zaś podstawowe dokumenty dotyczące decyzji Józefa Stalina z 1944 r. wciąż jeszcze nie zostały publicznie udostępnione. Parafrazując można powiedzieć: Davies locuta (est), causa finita (est). Czy Raczyński chce być bardziej katolicki od papieża?

3. W akapicie poświęconym konferencji tehereńskiej jest tylko jedno – na kilkanaście – prawdziwe zdanie. Gratuluję entuzjaście Daviesa. Otóż rzeczywiście rząd polski został o jej wynikach oficjalnie poinformowany dopiero w październiku 1944 r., ale to nie znaczy, żebyśmy nie znali dużo wcześniej rezultatów teherańskich rozmów. Wyraźnie o tym meldował kpt Jan Nowak tuż przed wybuchem powstania, 29 lipca 1944 r., dowódcy AK i jego zastępcy. Po latach tak wspominał („Kurier z Warszawy”, Londyn 1978, rozdz. XXIX, szczególnie ss.317-318) przebieg tej rozmowy: Powtarzam wszystkie zapamiętane fakty, poczynając od konferencji w Moskwie (gdzie na przełomie października i listopada 1943 r. ustalono granice stref okupacyjnych w Europie – LM) i w Teherenie (...) Wybijam bardzo mocno fakt, że zony okupacyjne Anglosasów i Rosjan zostały już postanowione i wytyczone bez względu na to, gdzie będzie przebiegać linia frontu w chwili upadku III Rzeszy. Obecność oddziałów Aliantów zachodnich na terytorium polskim nie jest przewidywana. Anglicy i Amerykanie odmówili wysłania do Polski nawet misji obserwatorów”. I dalej: „Bór interesował się głównie tym, czy Warszawa może liczyć na masowe zrzuty broni i przysłanie Brygady Spadochronowej. Na oba pytania odpowiadam z całą stanowczością negatywnie”. Na pytanie gen. Tadeusza Pełczyńskiego o sens powstania w takiej sytuacji przyszły dyrektor RWE odpowiedział, że nie będzie miało ono „żadnego wpływu na politykę sojuszników, a jeśli chodzi o opinię publiczną, będzie to dosłownie burza w szklance wody”. To mówi bezpośredni uczestnik wydarzeń, więc po co próbuje mącić nam w głowach Davies?

4. Mój polemista twierdzi, że walijskiemu historykowi udało się jednak ustalić jeden nowy fakt, a mianowicie, że gen. Leopold Okulicki nie był sowieckim agentem. Ale – jak słusznie zaraz dodaje – nie jest to mój pogląd. Co więcej, nie twierdzili tego również Jan M. Ciechanowski i – o ile pamiętam, bo nie mam jego książki pod ręką – Jan Matłachowski. Ciekawe jest jednak, że obszernie omawiając popowstaniowe losy ostatniego dowódcy AK autor książki ani słowem nie odniósł się do jego zaskakujących propozycji współpracy polsko-niemieckiej, a później polsko-sowieckiej, o czym pisałem w artykule „Duet legionowych generałów” (NMP, nr 31-32/2004). Rzetelny historyk nie powinien tak robić, bo nie sądzę, aby Davies nie znał tych spraw.

5. To rzeczywiście prawda, że Walijczyk dostrzega, iż klęska powstania przyspieszyła proces sowietyzacji Polski. Do tego się jednak ogranicza. Ale jeśli tak, to dlaczego nie pisać, że sama decyzja podjęcia walki o Warszawę w lecie 1944 r. była błędem o fatalnych konsekwencjach, w dodatku zawinionym przez polskich przywódców? Tak właśnie czynię, a odżegnuje się od tego autor „Powstania ‘44”.

6. Na temat ewolucji poglądów Walijczyka nawet nie próbowałem podejmować dyskusji, gdyż tak się składa – horribile dictu – że nie znam jego poprzednich książek. Rozumiem, że w kręgach demoliberalnych jest to sytuacja nie do przyjęcia, ale z tym światem nie mam nic wspólnego. Chyba przeciwnie niż mój polemista, który coś bredzi o polskim zaścianku, z którego – jakoby – miał nas wyprowadzić w szeroki świat Davies.

7. Moje stanowisko wobec powstania warszawskiego – i w ogóle powstań narodowych – jest znane. W dużym stopniu oparłem je na zasadach wypracowanych jeszcze przez XIX-wiecznych konserwatystów i później obóz narodowodemokratyczny. Prawdą jest, że i władze PRL uznały część tego dorobku za swój. I chwała im za to. Obecnie natomiast walczyć należy z tymi, którzy ponownie próbują zepchnąć nas na pozycje patriotycznych i umysłowych zarazem jasełek. Z pewnością wielki swój wkład może mieć tu Davies książką, o ocenę której się właśnie spieramy. Ta praca, będącą gigantyczną apologią klęski, uniemożliwia nam zrozumienie czegokolwiek z historii Polski ubiegłego wieku.

8. I na koniec chcę stwierdzić, że w jednej sprawie jednak mogę zgodzić się z Daviesem. Otóż słusznie on zauważa: nie mam wątpliwości, że ostateczne naukowe opracowanie Powstania Warszawskiego nadal czeka na swojego autora” (s.16). Jego książka jest tu o tyle przydatna, że pokazuje jak ta przyszła monografia nie powinna wyglądać. I chociaż niech taka będzie zasługa Walijczyka dla historiografii powstania warszawskiego.

Lech Mażewski

LINK DO ORYGINALNEJ STRONY:
http://www.myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=historia&parStrona=1&nr=2004100319483



powrót do strony tytułowejpowrót do strony tytułowej