Stronę odwiedzono do tej pory: 569437 razy środa 16 sierpnia 2017 r. imieniny : Rocha Stefana Joachima 

normalna czcionkanormalna czcionka

OBSERWACJE Z USA
Andrzej Targowski


Odpowiedź Normanowi Daviesowi ‘44


        Brytyjski profesor Norma Davies jest najbardziej znanym i wiarygodnym polskim historykiem, stąd każda jego nowa książka jest rozchwytywana przez polskich czytelników. Tak jest i z jego ostatnią książką pt. „Powstanie ’44 – Bitwa o Warszawę,” zatytułowana w analogii do „Bitwy o Anglię ‘40,” wydana najpierw po angielsku. Autor stawia tezę, że „to była straszna zdrada Polski przez jej Sojuszników.” Polacy zawsze tak myśleli i potwierdzenie tej tezy przez Brytyjczyka jest jakby postawieniem kropki nad „i” w tej sprawie. Ale czy jest to sztucznie wyidealizowana złuda czy prawda? Całe szczęście, że niniejszy felieton jest pisany po polsku i nie będzie zrozumiały dla obcokrajowców, czytelników w/w książki.
        Spróbujmy odpowiedzieć na tezy i pytania postawione przez N. Daviesa. Polacy nie zostali zdradzeni w lipcu 1944 r., ponieważ Sojusznicy nic nam nie obiecywali, a nawet wyraźnie sprzeciwiali się Powstaniu, które kolidowało z ich walkami po inwazji w Normandii i konfliktowało Sowiety, które ponosiły największe straty w żołnierzach (1:59) w stosunku do strat amerykańskich, co mogłoby doprowadzić je do przedwczesnego pokoju z Niemcami. Są na to liczne dowody. Brytyjczycy wysłali własnego przedstawiciela (Retyngiera) do Warszawy, aby uprzedził o tym stanowisku władze Podziemia. Ale go nie słuchano, został nawet otruty, choć przeżył zamach.
        „Skoro Londyn i Waszyngton spodziewały się, że wybuchnie Powstanie, to dlaczego nie zwróciły się do Moskwy i nie spróbowały uzyskać gwarancji dla swojego osamotnionego polskiego sojusznika?” Prezydent Roosevelt nie chciał w tym czasie zniechęcać Stalina do ponoszenia ofiar w wojnie, zwłaszcza gdy szykował ich w tym czasie do wojny z Japonią. W tym celu i w tym czasie zostało przeszkolonych 15,000 sowieckich marynarzy w porcie Cold Bay na Alasce, którym planowano przydzielić 30 fregat, 60 poławiaczy min, 56 ścigaczy łodzi podwodnych i 30 barek desantowych. Szkoleniem kierował kapitan marynarki William Maxwell (urodzony jako Dzwoniecki w Warszawie, a ponieważ umiał kląć po rosyjsku, więc dostał takie zadanie). FDR wiedział, żeby wygrać z Japonią musiałby zgromadzić 5 milionów żołnierzy, a wojna mogłaby trwać do 1948 r. Amerykańskiemu Prezydentowi sprawa minimalizowania strat własnych dzięki ofiarności Sowietów była bliższa niż spór o granice Polski z ZSRR.
        „Skoro Moskwa wyraźnie spodziewała się Powstania w stolicy sojusznika zachodnich mocarstw, to dlaczego władze sowieckie nie podjęły próby przedyskutowania tej sprawy z zachodnimi przywódcami ani uzyskania choćby lokalnego porozumienia?” Dlatego Stalin tego nie zrobił ponieważ Powstanie było mu na rękę, przy pomocy Niemców pozbył się konkurencji dla swojego Rządu Lubelskiego. Zresztą był w tej sprawie konsekwentny, czy to w Katyniu, na Wołyniu, czy w Wilnie, czy gdzie indziej. Stalin tylko godził się na ponoszenie milionowych strat we własnym wojsku za cenę „polskiego łupu.” Wszakże sens Powstania polegał na zaskoczeniu nie Niemców a Sowietów.
        Przeciwnikami Powstania było Naczelne Dowództwo WP w Londynie a nawet sam Komendant AK – gen. T. „Bór” Komorowski, który żegnając się z żoną miał powiedzieć, „że nawet gdy wygramy to za tydzień znajdę się w sowieckim więzieniu.” A przedtem kluczył i wymigiwał się jak tylko mógł od decyzji rozpoczęcia walk.
        Jak zwykle bywa w wielkiej historii świata nie wielka dynamika a przypadki dyktują rozwiązania. Pierwsza Wojna Światowa rozpoczęła się od zamachu następcy tronu, czy porażka Napoleona pod Moskwą podczas ciężkiej zimy zaczęła się w Warszawie, gdzie pewna młodziutka Polka (M.W.) zatrzymała wielkiego Cesarza i 600 tyś. Armię na 3 miesiące. Równie było zaskakujące nie dobicie Brytyjczyków przez Niemców pod Dunkierką w 1940 r. bowiem Hitler miał sentyment do Anglików. Także Powstanie wybuchło ponieważ Komendant AK nie chciał dopuścić do puczu we własnych szeregach. Gdyby nie wydał rozkazu do Powstania to by taki rozkaz wydali szefowie Sztabu AK, generałowie Pełczyński i Okulicki, którzy o tego typu szantażu powiadomili swego Komendanta.
        Na nic się tu zdają wszelkie analizy wojskowe Powstania, jego celem była szybka i wielka porażka i aby „krew lała się potokami, a mury waliły w gruzy.” Tylko tego typu tragedia mogłaby sprawić, że „opinia światowa zmusiłaby rządy do przekreślenia decyzji teherańskiej i ocalenie Rzeczpospolitej.” Tę straceńczą i głupią idee sformułował gen. L. Okulicki, który parł do szybkiego wybuchu Powstania. Przybył z Londynu, gdzie został poinstruowany przez gen. K. Sosnkowskiego, Naczelnego Wodza, o niedopuszczeniu do Powstania. Niestety wbrew instrukcjom działał nielojalnie, łamiąc dyscyplinę wojskową. Jak pisze Jan Matłachowski (1978), „Gen. „Bór” określał go jako „chojraka” skorego do wypitki i wybitki i mówił o nim: „to jest ktoś.” Ci co znali bliżej Okulickiego, wykluczają to, aby mógł on podjąć się tak wielkiego zadania z własnej inicjatywy i dowodzą, że musiałby być przez kogoś inspirowany… jeśli tak, to pozostaje zagadką, przez kogo?”
        Wydaje się że gen. Okulicki spotkał w Londynie (przybył z Włoch z II Korpusu WP) premiera St. Mikołajczyka, który planował podróż do Moskwy i szukał mocnej lub jedynej karty do rozmów ze Stalinem. Wszakże to on wysłał z Londynu niezniechęcającą do Powstania depeszę do Warszawy (gdzie miał „swego” człowieka) w dniu 26 lipca, tuż przed odlotem do Moskwy. Stąd gen. Okulicki w Warszawie tak naciskał na szybkie rozpoczęcie Powstania, negliżując jego aspekt wojskowy.. I tak po nitce do kłębka chyba rozszyfrowaliśmy tajemnicę „sensu” Powstania, dając zajęcie „prokuratorowi” lub neutralnemu historykowi-politologowi. Tego niestety prof. Davies nie zrobił w swej książce.
        To prawda, że młodzież paliła się do walki, ale do zwycięskiej a nie do samobójstwa. Dlatego trzeba rozróżniać Powstanie od Powstańców, gdy analizujemy „1944.” Powstanie okazało się narodową katastrofą, która może zrozumieć tylko Warszawiak. Powstanie to także synonim polskiego heroizmu, niemieckiego i sowieckiego barbarzyństwa, oraz anglosaskiego zbytniego wyrachowania (tu można zgodzić się z N. Daviesem) i braku etyki a nawet dobrych manier.
        Ta ostra ocena „Sojuszników” Polski nie zwalnia polskich liderów od odpowiedzialności za szafowanie życiem Polaków i ich dorobkiem materialnym oraz kulturowym. Prawda o Powstaniu niech chociaż poprawi teraz proces selekcji liderów na najwyższe stanowiska w III RP. O to woła 200,000 zabitych, 400,000 rannych i 600,000 którzy nie wrócili do stolicy oraz wołają o to jej po powstaniowe gruzy. A zobowiązuje do tego wielkość i powszechność bohaterstwa Powstańców i Mieszkańców. Inaczej ich „drożdże poszłyby na przemiał.” Czy ktoś ich słucha, czy tylko słucha ich ..Chochoł?
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Norma Davies, Rising ’44 “The Battle for Warsaw,” London: Pan Macmillan, 2004.
Jan Matlachowski, Kulisy genezy Powstania Warszawskiego, Londyn: Poldom, 1978.





powrót do strony tytułowejpowrót do strony tytułowej